O czerwcowych przyjemnościach literackich i nieliterackich

...it's really nice to see you again.
Wreszcie i ja mogę do Was dołączyć i powiedzieć, że mam WAKACJE. Wymarzone, upragnione, z utęsknieniem wyglądane. A fakt, że mam wakacje oznacza, że skończyłam sesję i obroniłam pracę! :)

Od dwóch dni żyję w niedowierzaniu połączonym z ekstatycznym planowaniem wakacji - nie dość, że Bałkany, to jeszcze jedyna okazja, żeby uzupełnić baterie na caaaaaaaały następny rok akademicki. I chociaż niedowierzanie i bałkańska ekscytacja to połączenie dość dziwne, z radością się w nim odnajduję, planując wycieczki, czytając nareszcie Miasto kości i świętując z przyjaciółmi. W końcu z każdym trzeba uczcić dobre nowiny i święty spokój ;-) Niestety w związku z sesją, obroną i ogólnym, bezbrzeżnym leniem, jaki przyczepił się do mnie w czerwcu, moje plany czytelnicze legły w gruzach, ja złapałam kaca książkowego, a z powodu bycia w lesie z nauką do obrony, musiałam odpuścić sobie krakowskie spotkanie z blogerkami książkowymi. Dziewczyny, jeśli to czytacie, wiedzcie, że łączyłam się z Wami myślami :D Następnym razem z radością Was poznam!

Czuję motywację, a może raczej potrzebę zmian. Jakie to będą zmiany - zobaczycie wkrótce :) A teraz już prezentuję mój stosik wstydu, przed Wami kac książkowy wersja podręcznikowa!

Tak naprawdę w czerwcu czekałam tylko na [delirium opowiadania], żeby położyć wreszcie wisienkę na tym fantastycznym torcie. I rzeczywiście opowiadania były niezłe, rzucały nowe światło na moją ukochaną historię, ale obeszło się zdecydowanie bez fajerwerków. To takie opowieści, które nie zmieściły się w tomach głównych, nieco pobocznych historii, które nie zmieniają naszego postrzegania tamtej rzeczywistości... I choć wiem, że to już absolutny koniec serii, ciągle marzę o jakimś porządnym prequelu, ewentualnie sequelu. Ewentualnie, bo utyskiwania, że [requiem] dziwnie się skończyło, są dla mnie niepojęte. Ludzie! Świetne zakończenie, nie musimy wszystkiego dostawać na tacy ;-)

Poza tym w czerwcu towarzyszyła mi lektura Dotyku Julii - powieści, która wszędzie okraszana jest ochami, achami i innymi czołobitnymi onomatopejami. Nawet mój Tata, mój prywatny doradca i recenzent mówił, że seria jest niezła (a zwłaszcza pierwszy tom). A ja? Ja się denerwowałam. Dziwna stylistyka, wzdychająca nastolatka, która cały czas myśli o dotyku (w dodatku nie tylko swoim, niechaj tytuł Was nie zwiedzie!), elementy skopiowane z mojego cudownego, wspaniałego [delirium]. Były też mocne momenty, dla nich nawet byłam skłonna podwyższyć swoją ocenę tej książki. Ale moja marudna natura, skłonna do skrajnego subiektywizmu, tym razem przebudziła się z całą siłą i sprawiła, że traktuję Dotyk Julii bardzo po macoszemu. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że próbowałam czytać drugi tom, bo bardzo jestem ciekawa, jak to się wszystko dalej potoczy (tak, fabuła sama w sobie mnie wciągnęła, to chyba dla niej Tata tak zachwalał...). Ale no nie dałam rady.

Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta to książka, którą sobie zakupiłam w czerwcu, bo nakręcona falą pozytywnych opinii też zapragnęłam ją przeczytać. I, istotnie, zapowiada się całkiem dobrze, ale niestety okazała się być za poważna na kaprysy mojego literackiego kaca (to już alkoholowy bywa łagodniejszy...). Z pewnością do niej wrócę, mam nadzieję, że niebawem.

Jeden dzień to natomiast historia, którą ze sto lat temu polecała mi koleżanka, i która (książka, nie koleżanka ;-)) prześladuje mnie dość regularnie. W końcu jej uległam, zwłaszcza że to jedna z tych cudownych książek za 10 złotych. Myślę, że będzie w sam raz na wojaże, to taka leciutka książka - zarówno w przenośni, jak i w znaczeniu dosłownym :P

Tak wyglądał mój czerwiec. No, prawie tak, była jeszcze próba przeczytania Mrocznego Zakątka. Zapowiada się doskonale, ale kac wiedział swoje. Wtedy wręcz zadziałało kombo z wysoką gorączką, więc czuję się usprawiedliwiona. Do niej też zamierzam wrócić...

A jak się prezentował Wasz czerwiec? Co dobrego planujecie na lipiec? Koniecznie dajcie znać! :)
(na koniec wklejam Wam zdjęcie Breli w Chorwacji, żebyście złapali bakcyla, a ja, żebym się uśmiechała za każdym razem, jak tu wejdę ;-))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku! Dziękuję Ci serdecznie, że tu zajrzałeś i że poświęciłeś mi chwilę. Proszę, zostaw po sobie ślad, ponieważ każdy komentarz jest dla mnie największą nagrodą za włożoną pracę i serce :)