Haruki Murakami: Sputnik Sweetheart

Sputnik Sweetheart [Haruki Murakami]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Charakterystyczna na Murakamiego duchowość, nietypowa miłość, nostalgia i tajemnica, tym razem w połączeniu z nierzeczywistością i oparami oniryzmu. „Sputnik Sweetheart”, mimo niewielkiej objętości, nie jest łatwą lekturą. I na pewno nie dla każdego.
„Sputnik Sweetheart” to przede wszystkim historia trzech osób: młodego nauczyciela, początkującej pisarki i właścicielki rodzinnej firmy. Losy tych ludzi splatają się ze sobą w sposób przedziwny: on kocha Sumire – pisarkę; Sumire natomiast nie kocha jego, mimo że jest jej najbliższym przyjacielem. Pierwsza miłość przychodzi do niej pod postacią Miu – kobiety o siedemnaście lat starszej od młodziutkiej Japonki, właścicielki rodzinnego biznesu winiarskiego. Ten bolesny miłosny trójkąt, którego motywem przewodnim przez długi czas jest miłość nieodwzajemniona, prowadzi do wielu dziwnych zdarzeń, odmieniających życie całej trójki. I o ile mniej więcej do połowy książki sama siebie prześcigałam w zachwytach, tak w dalszej części historii dzieje się coś niepokojącego. Pojawia się lekki oniryzm ze szczyptą filozofii, które szybko ustępują miejsca tworowi, który roboczo możemy nazwać transcendencją. Roboczo, ponieważ próby ubrania go w jakiekolwiek ramy pojęciowe spełzają na niczym. Może zatem po kolei.

Kiedy Sumire poznaje Miu, szybko orientuje się, że ją kocha. Na szczęście dla zakochanej pisarki, Koreanka proponuje jej pracę w swojej firmie – najpierw zaledwie na trzy dni w tygodniu, później na pełen etat. Zadanie Sumire jest proste – ma być asystentką Miu i kształcić się we wskazanych kierunkach. Wszystko jednak ulega zmianie, kiedy kobiety postanawiają ruszyć w podróż po Europie – początkowo w interesach, jednak z czasem ulegają urokom pewnej greckiej wyspy i pozostają tam na wymarzony wypoczynek. Podczas jednej z niekończących się rozmów, Sumire nalega, aby Miu wyjawiła jej swój największy sekret; ów sekretem jest opowieść o tym, dlaczego Miu permanentnie posiwiała w ciągu jednej nocy, mimo że była wówczas na to o wiele za młoda (!). Choć była to pilnie strzeżona tajemnica, Sumire szybko stała się jedyną osobą, która poznała prawdę. Owa prawda natomiast jest furtką do nierzeczywistego świata; pojawia się tutaj między innymi: motyw przebywania w dwóch miejscach jednocześnie, rozdzielająca się dusza, koncepcja drugiej strony lustra, ciut mistyczna muzyka oraz tajemnicze zniknięcia i powroty. Druga połowa książki owiana jest nutką tajemnicy i subtelną metaforą, jednak historia Miu i dalsze losy Sumire zniszczyły zbudowany obraz i klimat tej powieści. Tajemniczy, ciut smutny i sentymentalny Murakami z „Na południe od granicy, na zachód od słońca” poszedł w  innym kierunku, sięgnął po inne rozumienie duchowości, która przecież wypełnia jego powieści. Motyw, który zapowiadał się jako nierozwiązana tajemnica w stylu Murakamiego, został rozwinięty, a wręcz wyłożony na talerzu czytelnika – i to w sposób, który dla mnie zniszczył cały klimat historii.
Niemniej jednak, styl, pomysł i atmosfera (pierwszej części) są mistrzowskie i na pierwszy rzut oka widać, czyjego autorstwa jest to powieść. Otwarte zakończenie, ale i rozległe niejasności dają czytelnikowi prawdziwe pole do popisu – losy bohaterów można analizować na wiele sposobów, podobnie jak wymowę przedstawionej historii w kontekście zakończenia, które mimo wszystko zaskakuje i zmusza do zastanowienia – co jest metaforą, a co jest rzeczywistością; Murakami oczywiście dał popis temu, co w jego warsztacie najlepsze. Mimo to będę obstawać przy opinii, że popełnił fatalny błąd, brnąc w historię Miu; oczywiście gdyby nie jej rozwinięcie, dalsza akcja powieści nie miałaby sensu, a tym bardziej – prawa bytu. Nie zmienia to faktu, że poważnie chwieje konstrukcją dzieła i tym, czego czytelnicy spodziewają się po autorze. Słowem – „Sputnik Sweetheart” może się podobać; po prostu trzeba lubić takie klimaty albo być wielkim fanem pana Harukiego. Albo po prostu umieć odnaleźć w tej historii coś, czego ja niestety nie umiem się dopatrzyć. Powodzenia!
__________
Recenzja napisana dla 

14 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nie rozpoczęłam swojej przygody z twórczością tego pisarza. Może uda mi się to nadrobić w te wakacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam z całego serca, ten facet ma to "coś"! :) Ja czytałam na razie dwie powieści, ale w kolejce mam kolejne :D

      Usuń
  2. Ja także nie znam autora.Czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko masz czas i ochotę - warto! :)

      Usuń
  3. Książka wydaje się być świetna ale chyba nie dla mnie, wole książki o innej tematyce ale może za kilka lat po nią sięgnę :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie INNA
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie! :) Ja latami przechodziłam obojętnie obok jego książek, stwierdzając jedynie, że robią im piękne okładki ;-) Dopiero niedawno przyjaciółka, której gustowi ufam ślepo, kupiła "Norwegian Wood" Murakamiego i też się skusiłam, choć na inny tytuł :D

      Usuń
  4. Od dawna chcę przeczytać coś Murakamiego, ale może niekoniecznie tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! :) Faktycznie, na początek ta książka może nieco zrazić, chyba że się lubi takie oniryczne klimaty ;) Dla mnie Murakami zadebiutował "Na południe od granicy, na zachód od słońca", bardzo przyjemnie się ją czyta, może to? :)

      Usuń
  5. och, ja niestety nie mogę jakoś Murakamiego przełknąć, czytałam jego "Słonia" i nie przekonał mnie, chyba nie rozumiem symboliki japońskiej. zamierzam jednak nadrobić i podszkolić się z kultury japońskiej i może wówczas wrócę do Murakamiego.
    tak czy inaczej, ciekawa recenzja i fajny blog. podoba mi się wybór książek, które omawiasz. trafiają do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Słoń..." jest zbiorem opowiadań, a te podobno są ciężkie do przełknięcia (nie wiem, nie próbowałam, nie jestem miłośniczką krótkich form). Może zatem lepiej by było zacząć od powieści? :) Powiem szczerze, że też niewiele wiem o kulturze i symbolice japońskiej...
      I dziękuję Ci serdecznie za miłe słowa, wspaniale jest coś takiego usłyszeć - dzięki takim komentarzom zyskuję wiarę w to, co robię! :)

      Usuń
    2. Oj tak, zdecydowanie bardziej polecam się nie zniechęcać i zacząć od jakiejś powieści (najlepsze, według mnie, są te krótsze: "Na południe od granicy..." lub "Po zmroku"). Sama także czytałam jeden zbiór jego opowiadań i spasowałam już po pierwszym. Powieści są znacznie lepsze! :)

      Usuń
    3. Nic dodać, nic ująć :) Mimo że te powieści są krótkie, są też naładowane treścią i emocjami!

      Usuń
  6. Uwielbiam książki tego autora. "Sputnik Sweetheart" przeczytałam całkiem niedawno. Bardzo fajna powieść, choć bardziej podobały mi się "Norwegian Wood", "Na południe od granicy..." czy "Tańcz, tańcz, tańcz" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak miło spotkać fankę Murakamiego! :) Moja znajomość z twórczością Harukiego jest uboższa niż Twoja, ale bardzo sobie cenię wszystko spod jego pióra, co wpadło w moje ręce. Mnie "Na południe od granicy, na zachód od słońca" też wydaje się lepsze, z kolei "Norwegian Wood" czytała moja przyjaciółka i także zachwalała, chyba trzeba będzie się tym zająć :) Choć póki co czekają na mnie "Bezbarwny Tsukuru..." i "Kronika...", ach! <3

      Usuń

Drogi Czytelniku! Dziękuję Ci serdecznie, że tu zajrzałeś i że poświęciłeś mi chwilę. Proszę, zostaw po sobie ślad, ponieważ każdy komentarz jest dla mnie największą nagrodą za włożoną pracę i serce :)