Emma Beddington: Zawsze będziemy mieli Paryż

Na okładce książki Zawsze będziemy mieli Paryż widnieje zdanie, które spowodowało, że od razu zechciałam ją przeczytać: "Zabawna i lekka opowieść dla każdego, kto choćby przez chwilę uległ fascynacji miastem Prousta i Coco Chanel". Przecież to o mnie! Nie przejmując się, że autobiografie (i biografie w ogóle) to raczej nie mój żywioł, sięgnęłam po powieść - w końcu taka obietnica do czegoś zobowiązuje. Jak było?

I miło, i przeciętnie. Z jednej strony dostałam całkiem przyjemną powieść obyczajową, traktującą o Francji, na którą "muszę mieć dzień" - bowiem paryskość to nie jest coś, z czym każdy potrafi się nosić na co dzień. Z drugiej - nadal pozostaliśmy w rejestrach biografii, która, choć pozbawiona klasycznej formy, kładła nacisk na opisy raczej zarezerwowane do opisywania osobistych przeżyć aniżeli losów wymyślonej bohaterki. W ten sposób znaleźliśmy się gdzieś pomiędzy światami - historia była zbyt dynamiczna, żeby być zwykłą biografią, ale też zbyt rozległa i powolna, aby być uznana za powieść. A przynajmniej nie taką lekką powieść, jak to obiecywało wydawnictwo.

Wobec takich odczuć, jestem trochę w kropce, co tak właściwie o niej powiedzieć i jak ją ocenić. Na pewno mogę polecić ją wszystkim miłośnikom Paryża oraz czytelnikom lubującym się w biografiach - ci na pewno zawiedzeni nie będą. Jeśli jednak szukacie książki, która odpręża i pozwala wyłączyć myślenie, Zawsze będziemy mieli Paryż może okazać się odrobinę za ciężkie. Bezdyskusyjne natomiast jest to, że Emma Beddington posiada bardzo dobry warsztat, a sama kompozycja historii jest poprawna i gładko prowadzi czytelnika przez fabułę. I w tym kontekście jest to powieść wartościowa i tak po prostu dobra. Zajrzyjcie, jeśli Was przyciąga - to jedna z tych nieoczywistych publikacji, do których trzeba mieć serce.

Egzemplarz recenzencki dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.