Oliver Burkeman: Szczęście. Poradnik dla pesymistów

Czy szczęście można opisać? I tak, i nie - ale już na pewno nie da się przygotować specjalnego przepisu na nie, choć dzisiejszy motywatorzy (pardon, kołcze) zdają się tym nie przejmować. Co na ten temat ma do powiedzenia autor książki, Oliver Burkeman?

Zacząć należy chyba od kwestii, że na pewno nie ma do powiedzenia tego, co sugeruje polski tytuł. Nie wiem, czym naraziło się angielskie The Antidote, ale z jakiegoś powodu uznano, że poradnik dla pesymistów to właśnie kwintesencja też książki. Być może miało być to ironiczne nawiązanie do kołczowania wszystkim nie nastrojonym optymistycznie do życia, ale jak dla mnie ironia jest nieczytelna. Książka, którą wam właśnie prezentuję, to nic innego, jak podróż przed historię i filozofię szczęścia. To właśnie to tytułowe antidotum na cały ten pozytywny bełkot, który nas otacza.

Oliver Burke zaczyna swoją opowieść od dnia, kiedy udał się na spotkanie motywacyjne z pewnym guru w swojej, powiedzmy, "branży". Świetnie zdawał sobie sprawę, że to takie gadanie o niczym, a kołcz-mowa nie jest w stanie dać szczęścia (jak ja bym chciała z tego powodu przybić z nim piątkę!). Jeśli myślisz inaczej, cieszę się, że potrafisz z tego czerpać inspirację. Ja nie potrafię, a każde super-hiper-optymistyczne teksty pod publikę działają na mnie jak płachta na byka - i chyba właśnie z tego powodu Szczęście. Poradnik dla pesymistów tak bardzo przypadł mi do gustu.

Tak jak wspomniałam, jest to przegląd koncepcji szczęścia - dość skrótowy, ale jednak skupiony na różnych interpretacjach. Studentom filozofii pewnie by się nie przydał, ale nam, laikom, daje bardzo fajny, przekrojowy pogląd na to, co było, zanim nastał kołczing i optymizm na pokaz. Do plusów zdecydowanie trzeba zaliczyć pomysł i odmienność poglądów od dzisiejszych trendów oraz sięgnięcie do historii filozofii - nie przesadne, a właśnie takie przystępne dla każdego. Minusy? Na pewno język - momentami ciężki, zdradzający bazowanie na źródłach, które - rzecz jasna - pisane są zupełnie inaczej niż zaserwowana nam konwencja popularnonaukowa. I zbyt duża wybiórczość zagadnień, z jednoczesnym rozwlekaniem tych wybranych.

Nie byłabym sobą, gdybym oprócz autora nie winiła wydawców. Choć treść jest całkiem przyzwoita, tytuł i okładka absolutnie nie robią roboty. I chociaż po okładce oceniać się nie powinno, nie zatrzymałabym się w sklepie, widząc kompilację: "szczęście" + "poradnik" + "pesymiści" + ten wściekle różowopomarańczowy kolor i grafika nie sugerująca absolutnie nic. I choć perła jest w muszli, a dusza wewnątrz ciała, w tym przypadku muszę dać się porwać pierwszemu wrażeniu. Albo mile się zaskoczyć, odkrywając zawartość niepozornej książki. Ale zdecydowanie jako odbiorca nie powinnam myśleć, że to kolejny błyskotliwy kołczing, co z pewnością by mi się przydarzyło, gdybym nie przeczytała opisu przed obejrzeniem okładki. Dlatego apeluję - tym razem z ta okładką to szczera prawda. Zresztą - sprawdźcie sami.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza.