Miłość to nie szalone randki, fale namiętności i ckliwe opowiastki. Miłość to przede wszystkim sztuka szukania i znajdowania, dostrzegania w sobie siły przenoszącej góry i wiara, że nic nie może stanąć nam na drodze. I o tym właśnie jest Dziewczyna z Pomarańczami – o (nie)cierpliwych poszukiwaniach, prawdziwej Miłości i Romantyzmie przez wielkie R. Ale też o cierpieniu, stracie i bolesnych, ale ważnych powrotach do przeszłości.
Piętnastoletni Georg z dnia na dzień zostaje ponownie popchnięty ku bolesnej przeszłości – niespodziewanie odnajduje się list napisany przed wielu laty przez nieżyjącego już ojca chłopca. I choć w Georgu odzywa się mieszanina niepokoju i ciekawości, a wspomnienie taty jest bardzo zamglone i niejasne, chłopiec otwiera kopertę i rozpoczyna podróż przez wspomnienia zmarłego. Jan Olav, bo tak mu było na imię, doświadczył w życiu wiele; choć wieść o chorobie sprawiła, że każdy następny dzień naznaczony był lękiem i smutkiem związanym z niechybną stratą tego, co kocha, postanowił napisać o tym, co w jego życiu było najważniejsze. A najważniejsza, prócz syna, okazała się tajemnicza Dziewczyna z Pomarańczami, kobieta-zagadka osadzona gdzieś w oparach dalekiej przeszłości. Mężczyzna snuje historię poszukiwań intrygującej dziewczyny, tym samym zastanawiając się nad ludzkim losem, sensem życia i nieuchronnością śmierci. Jak duży wpływ na postrzeganie świata może mieć miłość?
Wydawać by się mogło, że Dziewczyna z Pomarańczami to typowa, ckliwa historyjka o słodyczy miłości, ideałach i ludzkich dramatach. Nic bardziej mylnego – nic nie jest tu typowe ani schematyczne, a miłość to nie cukierkowy dodatek. To wspaniale opowiedziana historia poszukiwań, wyrzeczeń i lęku przed utratą, a także uczuć w najpotężniejszej odsłonie. Oto opowieść, która – mimo smutku i żalu do losu – rozlewa na serca czytelników ciepło i naturalną, niezmąconą radość istnienia i umiejętności obdarzania drugiego człowieka swoimi uczuciami.
Bardzo ciężko jest opowiedzieć o Dziewczynie z Pomarańczami w taki sposób, aby w pełni wyrazić cały wachlarz jej zalet i kunsztownego ujęcia tego, co współcześnie niszczone jest banałem. Prosta konstrukcja tekstu, składająca się z listu zmarłego ojca poprzetykanego wtrąceniami jego dorastającego już syna, może wywoływać wrażenie zwykłości, kojarzyć się z pewnym rodzajem gawędziarstwa. A tymczasem ta niepozorna książeczka mieści w sobie tak potężny ładunek emocjonalny, dodatkowo wzmocniony doskonałym kunsztem literackim, że nie sposób się od niej oderwać, a tym bardziej – o niej zapomnieć. Jostein Gaarder zrobił rzecz fenomenalną – ukazał prostą historię wyrwaną żywcem z codzienności po to, żeby zaszczepić w niej iskierkę nadziei i wydobyć z życia, co tylko się da. Oto światełko w tunelu i potężna fala inspiracji popychająca do czerpania z życia – nie kiedyś, za chwilę, ale tu i teraz. Absolutna perełka wśród współczesnych zawirowań uczuciowych!
Życie to gigantyczna loteria, w której widoczne są tylko wygrane losy
__________
Recenzja została przygotowana do druku - szczegóły wkrótce!