Abby Jimenez: To tylko przyjaciel
Alice Vincent: Mowa roślin
Helen Hoang: Więcej niż pocałunek + Test na miłość
Przyznaję: długo się zeszło, zanim zabrałam się za „Więcej niż pocałunek”. Ale gdy już raz wzięłam ją do ręki, przepadłam na dobre. Z „Testem na miłość” było odwrotnie – na fali wspaniałych chwil przeżytych z częścią pierwszą, momentalnie rzuciłam się do czytania. Niestety, zachwytów już nie było. Ale zacznijmy od początku.
Seria The Kiss Quotient
to jedna z tych serii, które operują w ramach zbudowanego świata i narzuconego
motywu, ale wymieniają bohaterów. Jedna książka opowiada o A i B, kolejna o C i
D, którzy mają podobne perypetie/to samo otoczenie, i nagle magicznie okazują
się być powiązani z A i B. Nigdy za takimi sagami nie przepadałam (Jeżycjada zrobiła
swoje, nigdy nie przeczytałam drugiej części, bo TAK rozczarowała mnie zmiana głównej
bohaterki), i teraz już rozumiem dlaczego. I żeby oddać moje wątpliwości,
najpierw opowiem Wam, za co tak pokochałam część pierwszą.
Otóż „Więcej niż pocałunek” ma wszystko, co powinna mieć dobra powieść obyczajowa – a nawet ciut więcej. Jest solidna historia, sporo lekkiego, autentycznego humoru, który naprawdę bawi oraz odrobina pikanterii. Ale przede wszystkim jest coś niezwykle ważnego: istotny społecznie wątek (główna bohaterka ma zespół Aspergera), który nie edukuje na siłę, ale życiowo przedstawia wszystkie blaski i cienie życia z przypadłością, której wciąż za mało jesteśmy świadomi. W efekcie czytelnik otrzymuje wspaniałą opowieść, pełną ciepła, o której nie sposób zapomnieć. Seksowny Michael jest naprawdę seksowny, rzeczowa Stella jest do bólu precyzyjna i urocza w swojej (wynikającej z zespołu Aspergera) społecznej nieporadności. Tak, jak rzadko odczuwam prawdziwe emocje w czasie lektury, tak tu płakałam, śmiałam się i ekscytowałam razem z bohaterami. Cudo, które mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto w obyczajówkach (romansach, lekkich erotykach,…) gustuje.
Inaczej jednak sprawy
się mają z „Testem na miłość”. W tej części poznajemy Esme i Khaia – migrantkę
i chłopaka ze spektrum autyzmu. I chociaż historia toczy się tu inaczej (Esme ma
uwieść Khaia, a ten nie odczuwa takich emocji), jest nacisk na ten sam wątek.
Nie zrozumcie mnie źle. Czym więcej mówimy o problemach zdrowotnych,
społecznych, politycznych,… – zwłaszcza w taki sposób – tym lepiej. Niestety,
tym razem użycie schematu oraz powiązanie pary bohaterów z bohaterami części
pierwszej daje wrażenie powtarzalności i odgrzewanie ogranego już tematu.
Wierzcie mi, piszę to z wielkim żalem, ale „Test na miłość” mnie zawiódł. Gdyby
czytać go jako osobną powieść (spokojnie można, znajomość pierwszej części nie
jest tu do niczego potrzebna), pewnie wypadłby nieźle. Ale po sukcesie i
świeżości, jaką wniosło „Więcej niż pocałunek”, oczekiwania automatycznie
poszybowały wysoko, wysoko w górę. Czy polecam? I tak, i nie. Po trzeci tom na
pewno sięgnę, ot, z czystej ciekawości. Dajcie znać, czy Wasze przemyślenia
były podobne!
Rob Hart: Magazyn
Sophie Collins: Co wie twój pies?
[przedpremierowo!] Sanjida Kay: Skradzione dziecko
Rebecca Fleet: Zamiana
Araminta Hall: Okrutne pragnienie
Christina Dalcher: Vox
Zaczęło się prozaicznie - mimochodem redukowane pozycje reprezentacyjne zajmowane przez kobiety, tłumienie protestów, indoktrynacja dzieci pod płaszczykiem edukacji. Może i niezbyt zdrowe obrazki, ale na pewno znane z historii, nawet tej najnowszej. Kiedy jednak wybory wygrały "właściwe" osoby, cicha polityka przemieniła się w otwartą agresję: kobietom założono na nadgarstki liczniki słów, z dnia na dzień pozbawiono ich pracy, zamknięto w domowych kieratach bez wolności i godności. Brzmi przerysowanie? No jasne. Ale wypadło całkiem wiarygodnie.[przedpremierowo] Kaira Rouda: Ten jeden dzień
Katarzyna Berenika Miszczuk: seria "Kwiat Paproci" ("Szeptucha", "Noc Kupały", "Żerca")
Egzemplarze recenzenckie dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.
Lubimy Czytać: "Szeptucha"
Abbi Glines: Kocham cię bez słów + Jesteś moim światłem
Kocham cię bez słów to pełna ciepła opowieść dla nastolatków o problemach małych i dużych, o wszystkim tym, co jest wpisane w ich codzienność - niezależnie od tego, czy dobrą, czy nie najlepszą. To taka powieść, którą chce się czytać - z życia wzięta, przystępnie napisana, wypełniona niepowtarzalną atmosferą. Krótko mówiąc: aż żal odkładać. Przekonana, że Jesteś moim światłem będzie kontynuacją losów bohaterów, do których zdążyłam się przyzwyczaić w czasie lektury pierwszej części, szybko zabrałam się do jej lektury. I chociaż rzeczywiście powieść toczy się w tym samym świecie, co Kocham cię bez słów, na pierwszym planie pokazują się inne, po części nowe, postaci (struktura sagi przywodzi tu na myśl raczej koncepcję Jeżycjady) - a znajomość poprzedniej historii nie jest niezbędna, żeby cieszyć się lekturą. Nie byłoby w tym nic złego (choć zawsze witam takie relacje niezadowoleniem ;)), gdyby nie fakt, że drugi tom całkowicie niszczy wrażenie pozostawione przez tom pierwszy. Paradoksalnie, jestem przekonana, że to samo powiedziałabym o tomie pierwszym, gdybym zaczęła lekturę od drugiego. Dlaczego?
![Kocham Cię bez słów [Abbi Glines] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
Katarzyna Musiołek: Ktoś ci się przygląda
(przedpremierowo) Felicia Yap: Wczoraj
Wow, co to była za lektura! Było mnóstwo napięcia i zwrotów akcji, ale też świetna konstrukcja postaci. No i najważniejsze: świat przedstawiony skonstruowano tak pomysłowo i błyskotliwie, że - gdyby pokusić się o inny splot wydarzeń - mógłby posłużyć do zbudowania zapierającej dech w piersiach sagi. Przed Wami niekwestionowany thriller roku!W. Bruce Cameron: Był sobie szczeniak. Ellie
[PRZEDPREMIEROWO] Karen Cleveland: Muszę to wiedzieć
Nie pozostaje mi zatem nic innego jak tylko ogłosić Karen Cleveland dobrą autorką i polecić Muszę to wiedzieć Waszej uwadze. Co prawda z pewnymi "ale" i na własną odpowiedzialność, ale mimo wszystko na plus. Miłej lektury!
Colleen Hoover: Pułapka uczuć (trylogia)
Za każdym razem, gdy przyjdzie mi recenzować trylogię czy serię, staję przed tym samym problemem - jak omówić kolejne tomy bez posługiwania się spoilerami? Dziś znalazłam cudowne rozwiązanie - zamiast omawiać, można wgryźć się w elementy problematyczne. Zwłaszcza, jak trafi się taki kąsek jak dziś. Przed Wami Pułapka uczuć!
Pułapka uczuć to na pozór typowa amerykańska powieść obyczajowa dla nastolatków. Na pozór, bo Hoover idzie o krok dalej niż jej koledzy po fachu i rezygnuje z sielanki będącej tłem większości tego typu historii. Stawia natomiast na świat mniej odrealniony - pełen problemów i goryczy, ale też dobra i cennych chwil szczęścia. W świecie tym funkcjonuje główna bohaterka powieści - Layken, która wraz z mamą i młodszym bratem przybywają do stanu Michigan po nieoczekiwanej śmierci ojca. Nie jest tajemnicą, że zostawiając Teksas i bolesne wspomnienia za sobą, Layken wpada wprost w sielankowy pejzaż małej miejscowości, której częścią jest przystojny Will, opiekujący się swoim - również młodszym - bratem po tragicznej śmierci rodziców. Jakże (nie)oczekiwanie, dwoje młodych momentalnie się ze sobą zapoznaje, wpada sobie w oko i przechodzi do randkowania - ot tak, nawet nie z rozdziału na rozdział, ale ze strony na stronę. Tak pospieszne tempo przywodziło mi na myśl lecenie "po łebkach", żeby jak najszybciej wgryźć się w sedno i założony wcześniej przekaz, a nie zostać posądzonym o brak jakiegokolwiek wstępu; szybko się jednak przekonałam, że bardzo się myliłam. Podczas gdy byłam przekonana, że pierwsza randka wydarzyła się niemalże na pierwszych stronach powieści, żeby migusiem otworzyć autorce drogę do opisania romansu bohaterów i co bardziej ekscytujących momentów tej relacji, okazało się, że jest zupełnie odwrotnie - bohaterowie musieli się zapoznać, aby stać się tłem do kolejnych - niekoniecznie szczęśliwych - wydarzeń, które przedziwnie splotły się ze sobą na łamach tej powieści. Niemniej jednak, po lekturze wciąż czułam niedosyt - bo coś poszło nie tak, bo mnóstwo wątków skrócono i spłycono, a spokojnie można by pokusić się o książkę nieco dłuższą, a pełniejszą. I chociaż Pułapka uczuć doczekała się swojej kontynuacji (w postaci dwóch kolejnych tomów), nie dopełnia ona historii, a jedynie ją wydłuża, również pobieżnie. Ciekawa rzecz dzieje się w przypadku tomu trzeciego - jeśli spodziewacie się ciągu dalszego historii Layken i Willa, dostaniecie go. O łącznej objętości... paru stron. Jak to jest możliwe? Autorka dokonała bowiem czegoś, w czym zaczęła się w późniejszym czasie specjalizować (v. Hopeless i Losing Hope) - pokusiła się o odwrócenie perspektywy i ponownie dopuściła do głosu Willa. Jednak tym razem nie do końca wprowadzał on czytelników do nowego świata; schemat jest tu prosty: Layken i Will znajdują się na wspólnym wyjeździe, podczas którego wspominają to, jak się poznali. Proporcja wygląda natomiast następująco - 1:10, z czego 1 to akcja tocząca się w czasie teraźniejszym dla powieści, a 10 to retrospekcje (w większości wracamy do wątków, które już widzieliśmy oczami Layken). Taki zabieg, z pewnością wydający się autorce ciekawym, w rzeczywistości jest bardzo ryzykowny; oczywiście ma szansę się sprawdzić, ale tylko w dwóch sytuacjach: kiedy historia bohaterów urzeka do tego stopnia, że każdy nowy szczegół jest na wagę złota i taka publikacja pozwala nam wejść raz jeszcze do ukochanego przez nas świata. Drugim przypadkiem jest sytuacja, w której autor/autorka rozbuduje powieść do należytych rozmiarów, a później pokusi się o jej parafrazę, tak, żeby uzyskać studium postrzegania świata w zależności od płci, przeżyć i bagażu doświadczeń. W przypadku This girl (czyli tomu trzeciego) natomiast żadna z tych możliwości nie stała się faktem.
Dobrze jednak, że dotarliśmy do tego problemu - bo oto idealny pretekst, aby przejść do sedna, czyli tłumaczeniowych kwiatków. Jeśli zajrzymy na pierwsze strony kolejnych tomów - niezależnie od tego, czy sięgniemy po wydanie nowe, czy stare - zorientujemy się, że coś tu się nie zgadza. Tom pierwszy został przetłumaczony przez Katarzynę Puścian, natomiast dwa kolejne - przez Jarosława Mikosa. Długo można by dywagować o tym, na ile rozsądne jest zmienianie tłumacza w obrębie ściśle związanej ze sobą serii - zwłaszcza, gdzie tom trzeci jest swoistym powieleniem tomu pierwszego. Co bardziej spostrzegawczy czytelnicy, zwłaszcza czytając tomy w niewielkim odstępie czasowym, na pewno zauważą rozbieżności między dialogami występującymi w Slammed oraz This girl - choćby dlatego, że są ewidentnie skopiowane z pierwszej części, a figurują w części trzeciej pod zupełnie odmienioną postacią. Zdradzają je widoczne zmiany w obrębie stosowania synonimów oraz konstrukcji zdania, a co za tym idzie - brak dbałości o szczegóły. I choć jest to raczej poważna wpadka, bez znajomości oryginału niestosowne byłyby dywagacje na temat tego, jakie i ile zmian wnosi tłumaczenie do treści oraz czy przewaga pierwszego tomu nad pozostałymi wynika z działań autorki czy dwóch rozbieżnych stylów tłumaczenia.
W kwestii dokonanych tłumaczeń - podczas lektury odnotowałam sobie w głowie dwie ważne dla mnie kwestie. Najważniejsza jest tu dla mnie kwestia tytułów - podczas gdy w przypadku pierwszego tomu przyklasnęłam pomysłowi pozostawienia tytułu oryginalnego (wieloznaczność w języku angielskim, odniesienia vs. nieprzekładalność), tak kolejne tytuły to po prostu wierne - lub mniej - przekłady tytułu wyjściowego (Point of retreat a Nieprzekraczalna granica, This girl a Ta dziewczyna), których jedyną funkcją jest utrzymanie spójności z tomem pierwszym. Drugim ważnym dla mnie wątkiem jest pojawiająca się w części pierwszej poezja. Niezależnie od jej jakości i stopnia zawoalowania pewnych spraw środkami stylistycznymi, przekład poezji zawsze jest szalenie trudnym zadaniem dla tłumacza (o czym świadczyć może chociażby sięganie do powstałych wcześniej tłumaczeń w przypadku cytowania utworów istniejących). Jaki los spotkał utwory Hoover? Ponownie - trudno jednoznacznie to stwierdzić, nie mając możliwości przeczytania tekstów oryginalnych. Zauważyłam natomiast pewne tendencje w moim osobistym odbiorze cytowanych wierszy - większość wydawała mi się po prostu słaba (co przypisałam autorce) do momentu, w którym w jednych z wierszy pokazał się przypis, bo gra słów była zwyczajnie nieprzekładalna. Czy zatem jest nadzieja, że oryginalne utwory naprawdę są wartościowymi tekstami? To pytanie zostawiam dla czytających w oryginale - oni mają to szczęście cieszyć się pierwszym zamysłem i smaczkami, których w przekładzie niestety uchwycić się nie da.
W obrębie tematów oscylujących na pograniczu odpowiedzialności autora i odpowiedzialności tłumacza można zadawać sobie jeszcze mnóstwo pytań, na które bardzo często nie ma jasnych odpowiedzi. Klarownie można natomiast postawić zarzuty autorce - są to zarzuty dotyczące tych elementów, które, choć pewnie też zmodyfikowane w tłumaczeniu, siłą rzeczy pozostają w bliskim oryginałowi kształcie. Nawet po dziesiątym tłumaczeniu wykonywanym na bazie innego tłumaczenia. W przypadku Pułapki uczuć najbardziej zapadły mi w pamięć następujące kwestie:
Nie potrafię wyobrazić sobie Layken. Nie mam wrażenia, że mogłaby być obok mnie i przeżywać to, co przeżywa; nie potrafię też stworzyć jej obrazu - ani fizycznego, ani psychologicznego. Paradoksalnie, chociaż jest to powieść obyczajowa, nie mam silnego wrażenia, że postaci umiejscowione są w znanej mi codzienności.
Powieść napisana jest dość ogólnikowo, bez zagłębiania się w dłuższe analizy uczuć bohaterów. Można by stąd wnioskować, że przeznaczona jest dla młodszego czytelnika, który ceni raczej akcję, aniżeli egzystencjalne tyrady na kilka stron. Jednak niepokojące jest zinfaltynianie postaci - bohaterowie nie są przecież dziećmi, a momentami zdają się tak zachowywać i tak być ukazywane. Tendencja do spłycania bohaterów, aby dostosować treść do wieku czytelnika modelowego, jest niewłaściwa i szkodliwa, przede wszystkim dla rozwoju gustu czytelniczego i oczekiwań literackich.
No i wreszcie pytanie, które zadawałam sobie co chwilę, zwłaszcza przy lekturze drugiego tomu. Jak oni zarabiają na życie?! Layken i Will, a także ich młodsi bracia co rusz zamawiają jedzenie do domu czy oddają się innym rozrywkom, choć tylko Will ma jako taką pracę. Nie to, że komuś żałuję ;-), ale czy naprawdę warunkiem szczęścia bohaterów jest życie w świecie, który nie istnieje? Tak, jak obecność problemów i trosk codziennych i niecodziennych dodawała tej serii jakiegoś pierwiastka ludzkiego, tak infantylność postaci i nierealna codzienność wyrównują tę szalę.
Gdybym miała w jednym zdaniu podsumować trylogię Pułapka uczuć, byłoby to zdanie na tyle długie, żeby poważnie narazić się stylistyce języka polskiego. Z jednej strony zaczynamy od powieści obiecującej i po prostu niezłej, żeby za chwilę się przekonać, że została ona nieumiejętnie zubożona i zabrano nam to, co mogłoby być najbardziej wartościowe. Z nadzieją na coś więcej sięgamy po drugi tom, który jest po prostu przeciętny, żeby zamknąć przygodę z tomem trzecim, który wreszcie dawał nadzieję na uzupełnienie historii. Uzupełnienie, które nigdy się nie wydarzyło.
Czy zatem warto? Można, na deszczowy dzień albo podróż komunikacją miejską. Typowy lekki umilacz czasu, mimo treści niekoniecznie optymistycznych. Sprawdźcie sami - i dajcie znać!
Maciej A. Brzozowski: Sztuka bycia i obycia
Oliver Burkeman: Szczęście. Poradnik dla pesymistów
W. Bruce Cameron: Był sobie pies
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję grupie Business&Culture oraz Wydawnictwu Kobiecemu.



















