Bałkańskie kontrowersje
Życie we współczesnej Chorwacji, problemy społeczne kraju i świata, humor, ale i bezduszność to części składowe powieści Murzyni we Florencji, którą całkiem niedawno skreśliło ostre pióro Vedrany Rudan. W najnowszej publikacji Chorwatki kontrowersja goni kontrowersję, natura ludzka jest bez ogródek obnażana, a przy tym demonizowana i generalizowana. Na domiar złego, w tę gorszą stronę.
Dragutin, czyli powieściowy wujek, pod pretekstem przeprowadzenia badań „dla Amerykańców”, prosi członków swojej rodziny o nagranie opowieści o sobie. W zamian oferuje każdemu po 50 euro i nie zawodzi się – wszyscy, mniej lub bardziej chętnie, popadają w swoje złożone monologi. Poczynając od samego wujka, poprzez babunię, mamę, babcię i dziadka dochodzimy do niespodzianki, jaką są… dialogi płodów. I to nie byle jakie!
Samozwańczy Petar i Krešimir, przyszli synowie Chorwatki i Serba, już w życiu płodowym nie są wolni od rozterek. Sen z powiek spędza im dręczące pytanie, jak potoczą się ich losy – czy zostaną urodzeni, czy – jak sami mówią – staną się kremem przeciw skórce pomarańczowej. Czas upływa im na dyskusjach, czy urodzą się Serbami – a Serbami nie chcą być, o nie, bo słyszeli, że każdy Serb ma trzy palce[1] i że bycie Serbem w Chorwacji to nic dobrego.

