Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty

[przedpremierowo] Kaira Rouda: Ten jeden dzień

Ona - perfekcyjna pani domu, piękna żona, troskliwa mama. On - człowiek sukcesu, kochający mężczyzna trzymający wszystko w ryzach. Ale... czy na pewno? Oto pytanie, które w ostatnim czasie bardzo chętnie stawia czytelnikom literatura - zwłaszcza ta akcji. Ale nie dajmy się zwieść - Ten jeden dzień nie ma w sobie nic z dotychczasowych bestsellerów.

Choć powieść Roudy jeszcze dobrze nie weszła na polskie półki, już zaczęły pojawiać się głosy, że do złudzenia przypomina niedawny hit wydawniczy, Za zamkniętymi drzwiami (B.A.Paris). I choć rzeczywiście opis powieści zdaje się to sugerować, pozwolę sobie na stwierdzenie, że to na nim zatrzymali się najgorliwsi orędownicy takich opinii. Już od pierwszych stron ogarnia czytelnika powiew świeżości: wbrew wszelkim oczekiwaniom i przyzwyczajeniom, do których doprowadziła nas powtarzalność wydawnicza, pałeczkę narratora (pierwszoosobowego!) przejmuje niemalże na wyłączność mężczyzna. Ów człowiek, Paul, jest głową rodziny: ma dwójkę synów, których chce wychować na prawdziwych mężczyzn oraz żonę - piękną, zdolną Mię, którą z powodzeniem postanowił uwieść w chwili, w której tylko ją zobaczył. A idealna rodzina oznacza idealne życie - i takie też jest: prestiżowa praca, bogactwo, wystawne domy. Do tego perfekcyjnego życia zaglądamy o poranku, akurat w dniu, gdy Paul odwozi swoich synów do szkoły, a następnie zabiera żonę na romantyczny weekend do domku letniskowego nad jeziorem.

I choć perfekcja aż zionie z każdego skrawka powieści, jest to ten rodzaj idealności, w którym od razu wyczuwa się powierzchowność. A może to po prostu złe przeczucia biorą górę? Bo te zdecydowanie trzeba mieć - i to wcale nie ze względu na intrygujący opis powieści, ale na niezwykłą umiejętność autorki do przenoszenia emocji na papier (w tym miejscu ogromne brawa dla tłumaczki!). Gwarantuję, że już od pierwszych zdań będziecie czuć, że coś jest nie tak - a później rozwinie się napięcie, które nie opuści Was prawie do końca. Jednak to wszystko jest możliwe pod jednym warunkiem - że nie będziecie oczekiwać od Tego jednego dnia, że będzie thrillerem. Bo, wbrew zapowiedziom, wcale nim nie jest.

Czytając tę powieść w kluczu thrillera, można się w pewnym momencie akcji zdziwić - żeby nie powiedzieć: rozczarować. Owszem, historia trzyma w napięciu, a wydarzenia nieubłaganie prowadzą ku podejrzanemu finałowi - ale nie jest to ani ten rodzaj napięcia, jakiego należy oczekiwać po thrillerze, ani nie są to wydarzenia, które zapewniłyby historii dynamikę powieści akcji, ani nawet finał nie szykuje brawurowego twista. Po części to wina wydawcy, po części autorki - z jednej strony opis okładkowy sugeruje jeszcze jeden wydawniczy smaczek dla fanów napięcia i błyskotliwych pomysłów, z drugiej zaś sama autorka nie do końca udanie oscyluje między dramatem psychologicznym a thrillerem. Czuć, że powieść ma potencjał, a i Rouda ma ambicję, aby prowadzić do czegoś intensywniejszego i barwniejszego niż dramat obyczajowy - ale nie ma na tyle odwagi, żeby z historii z tłem zaburzeń osobowościowych pójść o krok dalej i uwić konkretną intrygę. I tak Mia i Paul wiszą poniekąd zawieszeni w próżni - zbyt przerysowani, by być odzwierciedleniem realnych życiowych dramatów, ale zbyt życiowi, żeby być bohaterami zapierającego dech w piersiach thrillera. I choć powieść sama w sobie jest dobra, a styl autorki zachwycający, "niedorysowani" bohaterowie (a może niezdecydowanie ich twórczyni?) pozostawiają niedosyt i wrażenie odrealnienia, niezależnie od tego, jak potraktujemy powieść.

Czy zatem warto? Oczywiście, pod warunkiem, że od razu powiemy sobie, czego oczekujemy - a w tym przypadku należy oczekiwać dobrej powieści psychologicznej z suspensem. Jeśli pozwolimy sobie na "wkręcenie się" w opowieść Paula i jego codzienność, jeśli damy się zaniepokoić doskonałemu doborowi słów i podszeptom między wierszami, i jeśli będziemy odbierać historię przez pryzmat samych siebie - ludzi z krwi i kości żyjących w realnym świecie - zamiast widzów zapierających dech w piersiach wydarzeń, Ten jeden dzień na pewno trafi do naszej wrażliwości. Nie jako książka wyjątkowa i nie jako coś niepowtarzalnego, ale zdecydowanie jako kawałek niezłej literatury z ogromnym potencjałem pisarki. Miejmy nadzieję, że przy następnej okazji posłuży on czemuś jeszcze lepszemu.

Książka ukaże się 30 stycznia 2019 roku nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Gillian Flynn: Zaginiona dziewczyna [+wideorecenzja!]

Zaginiona dziewczyna [Gillian Flynn]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Nick i Amy. Na pozór doskonała para, która szczęśliwie dobrnęła do dnia piątej już rocznicy ślubu – dnia, kiedy Amy znika. Jedyne, co zostaje po niej w domu to ślady walki i plama pozostała po starciu krwi. Co przydarzyło się ślicznej żonie Nicka? Porzućcie wszelkie pomysły – i tak będą błędne. Przed Wami historia, jakiej jeszcze nie było!

Sięgając po książkę, zapewne pomyślicie: „e, zwykły thriller, kolejny fan Cobena stara się go naśladować”. Nie plujcie sobie z tego powodu w brodę – opis z tyłu książki dokładnie na to wskazuje i zabija dokładnie wszystko, co w tej powieści jest niesamowitego i innego od całej masy thrillerów, jaka gości na naszym rynku. Jak już zrobicie ten milowy krok i postanowicie, że jednak przeczytacie tę książkę, błyskawicznie powiecie: „a jednak to dobry thriller, to fajnie”. „Dobry” w ciągu kilku stron stanie się „fantastycznym”, a chwilę później odkryjecie, że znamiona thrillera, które nosi Zaginiona dziewczyna to tylko jeden z elementów tej powieści. 

Tuż obok świetnego pomysłu i doskonałej jego realizacji, zawiłej intrygi i błyskawicznej zmiany sytuacji, stoi dogłębny, przemyślany rys psychologiczny postaci. W każdej z trzech części powieści poznajemy jednocześnie historię widzianą oczami Nicka i Amy – co także wprowadza rozbieżność w czasie akcji: Nick relacjonuje to, co dzieje się po zniknięciu żony, Amy prowadzi dziennik od momentu poznania Nicka do dnia zaginięcia. Ich przemyślenia, działania, ale także widoczne cechy charakteru rzucają zupełnie nowe światło na historię, co jeszcze bardziej podkreśla dynamikę akcji. Jako czytelnicy zmieniamy fronty co pięć minut, po każdym rozdziale sympatyzujemy z kimś innym, aż wreszcie
jesteśmy tak zdziwieni, że przestajemy próbować wyprzedzać zdarzenia i posłusznie czekamy, aż autorka powie nam, co dalej. Fabuła jest absolutnie nie do przewidzenia, nie zwalnia ani na chwilę, a 650 stron wydaje się być absolutnie za małą objętością. Gillian Flynn zrobiła kawał doskonałej roboty, wolna od schematów i przewidywalnych pomysłów. Powiedzieć, że powieść czyta się jednym tchem to za mało – ja dosłownie się w niej zatraciłam, jednocześnie zaciekawiona i przerażona tym, do czego zdolny jest człowiek.

Niestety, mimo tego, że opowieść jest wręcz doskonała, polskie wydanie pozostawia nieco do życzenia. Chodzi o literówki, które może nie są nagminne, ale zdecydowanie są widoczne – i choć 650 stron to objętość, przy której tak drobne błędy można wybaczyć, tak fakt, że to już II wydanie, działa na niekorzyść wydawnictwa. Na szczęście to jedyna widoczna dla mnie wada tej powieści, która nijak ma się do pracy autorki.

Choć cała powieść jest ogromnym zaskoczeniem, zakończenie to przysłowiowa wisienka na torcie. Może nie tyle pod względem ogromnego wiru akcji i kulminacji tuż przed samym końcem, co pod względem szoku, jaki wywiera na czytelniku. Gwarantuję Wam, że nie będziecie dowierzać w to, co się wydarzy – a zanim dowiecie się, jak się wszystko skończyło, czeka Was jeszcze większa dawka emocji. Warto, warto, po stokroć warto!

Jeśli ktoś nas zdradza, wiemy jakie słowa wypowiedzieć; gdy umiera ukochana osoba, wiemy, jakie słowa wypowiedzieć. Jeśli chcemy odegrać ogiera, cwaniaczka albo głupka, wiemy, jakie słowa wypowiedzieć. Wszyscy korzystamy z tego samego wyświechtanego scenariusza. W tych czasach bardzo trudno być osobą, po prostu prawdziwą, rzeczywistą osobą, a nie zbiorem cech charakteru wybranych z pojemnego automatu z charakterami.



Haruki Murakami: Norwegian Wood [+wideorecenzja!]

Norwegian Wood [Haruki Murakami]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Miłość, strata, przyjaźń, rozpacz, nadzieja, strach. Jest w nich cały przekrój sprzecznych emocji, każdy z nich ma swoje demony. Jednak każde z nich wydaje się je inaczej odbierać i inaczej przysposabiać je do życia. Jak poradzić sobie ze stratą, kiedy wszystko wokół wydaje się tracić sens?

Toru Watanabe jest zwykłym młodym mężczyzną, który wyjechał do Tokio, aby rozpocząć studia i życie na własną rękę. Monotonny bieg nieszczególnie radosnej, ale za to bezpiecznej rzeczywistości odmienia się, kiedy chłopak niespodziewanie wpada na Naoko, znajomą z dawnych lat. Nie jest to jednak zwykła znajoma – Naoko to była dziewczyna jego najlepszego przyjaciela, który całkiem niedawno popełnił samobójstwo. Choć Naoko i Watanabe nigdy nie spędzali czasu we dwójkę, coś się pomiędzy nimi zmienia i rozwija – coś, co podświadomie kojarzą z bolesną dla nich śmiercią ich wspólnego przyjaciela i co prowadzi do wielu pytań bez odpowiedzi. Delikatna dziewczyna zamyka się w sobie i znika z życia Watanabe, natomiast on żyje dalej w Tokio, wplątując się w kolejne znajomości. Jedną z nich jest Midori, całkowite przeciwieństwo Naoko. Jak potoczy się życie każdego z nich?

Władysław Reymont: Wampir

Nieznane dzieło znanego pisarza

Wampir [Władysław Stanisław Reymont]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Pierwsze skojarzenie z Władysławem Reymontem to, oczywiście, Chłopi. Natomiast mało kto wie, że do zainteresowań naszego rodzimego pisarza należał spirytyzm. Owocem tego nietypowego hobby jest Wampir z początku XX wieku.
Wampiry bez wahania można uznać za jeden z tematów przewodnich kultury ostatnich kilku lat. Zanim jednak swoista moda, niesiona przez lepsze i gorsze kreacje filmowe i literackie, zawładnęła całym światem, wampiry cieszyły się już sporym zainteresowaniem wśród twórców. Jako przykład należy przytoczyć kultowego Draculę i niezapomnianą powieść Wywiad z wampirem. Wampir Reymonta, choć stawiany na równi z powyższymi dziełami, nie dzieli z nimi popularności. Jest zdecydowanie niszowy, mimo prestiżu jego autora. Niszowy i bardzo dobry.
Jakie są klasyczne asocjacje do słowa „wampir”? Blada postać z długimi kłami, przemieszczająca się nocą i żywiąca się krwią. Dodatkowymi smaczkami są: peleryna i hipnotyczny wpływ na ofiarę. U Reymonta jest zgoła inaczej, choć owy hipnotyczny wpływ jest tam kluczowy.