Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura fantastyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura fantastyczna. Pokaż wszystkie posty

Katarzyna Berenika Miszczuk: seria "Kwiat Paproci" ("Szeptucha", "Noc Kupały", "Żerca")


Po wampirach i wilkołakach przyszła nowa moda: moda na mitologię - polską, lepiej lub gorzej, ale jednak każdemu znaną, "namacalną". I choć jest to dobry kierunek zainteresowań, a sama mitologia słowiańska to bardzo szerokie pole do popisu, seria Kwiat Paproci jakoś nie dała rady porwać mnie tak, jak porwała wielu innych czytelników.

Być może problem tkwi już u podstaw powieści - w koncepcji, a w zasadzie jej interpretacji, niechrześcijańskiej Polski. Takiej, co nigdy nie przyjęła chrztu i dalej czci pogańskie bóśtwa. Takiej, w której lekarze odbywają praktyki u szeptuch, a na duchowe rozterki pomóc może jedynie kapłan, też pogański. O ile jestem w stanie sobie wyobrazić kraj ateistyczny (takich przecież nie brakuje), tak kraj pogański funkcjonujący z powodzeniem w świecie XXI wieku, wyglądającym zupełnie jak ten nam znany (smartfony, internet i wszystkie inne dogodności technologiczno-komunikacyjne są tam na porządku dziennym), wydaje mi się być raczej abstraktem w swojej najbardziej abstrakcyjnej odmianie. Ale nic to, niezrażona zabrnęłam dalej, aby poznać Gosławę (tak, imiona też nam zostały staropolskie), główną bohaterkę serii i z pewnością właścicielkę pięknego warkocza, który widnieje na przepięknie zaprojektowanej okładce pierwszego tomu. Gosława - tudzież Gosia - skończyła medycynę i musi teraz odbyć swoją praktykę zawodową w środku wsi, pod czujnym okiem lokalnej szeptuchy, wobec czego (na szczęście dla powieści!) jest sceptyczna w podobnym stopniu, co i ja. Niestety, sceptyzm ten nie trwa długo, kiedy wkracza w świat tajemnic natury, poznając przy tym nie takiego całkiem plebejskiego kandydata na kapłana i podpadając kilku absolutnie niemiłosiernym bogom. To tu zaczyna się niebezpieczna historia, która towarzyszy czytelnikowi przez cztery tomy serii.

Trzeba uczciwie przyznać, że seria skomponowana jest dobrze: opowiada przemyślaną historię i ma dobrze poprowadzoną linię fabularną, wykorzystuje naszą rodzimą mitologię i skomponowana jest całkiem nieźle. Wielu czytelników ma szansę ją docenić zarówno za walory czysto literackie, jak i za samą opowieść; ja niestety nie znajduję się w tym gronie. Już pierwszy tom wydał mi się przeciętny, historia na tyle nieprawdopodobna, że nie dałam się jej wciągnąć, a rozwój wypadków mało dynamiczny. Za dużo natomiast było prasłowiańskiej magii i fizyczności, która sygnalizowana była do znudzenia, a tak naprawdę nigdy nie została wyrażona "po słowiańsku". Wobec takich odczuć nigdy nie dobrnęłam do tomu czwartego ("Przesilenie"), a samej serii na pewno nie zarekomenduję. Proponuję jednak zrobić podejście do lektury - zwłaszcza wszystkim osobom lubującym się w tych klimatach. A nuż Wy odbierzecie ją inaczej, dojrzycie coś więcej niż ja? Dajcie znać, jak wyglądała Wasza przygoda z tą serią :)

Egzemplarze recenzenckie dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.
Lubimy Czytać: "Szeptucha"
Szeptucha [Katarzyna Berenika Miszczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld: Tajemny ogień

Miała być dobra fantastyka, trzymająca w napięciu przygodówka. Jak wyszło?

Na Sashy ciąży klątwa, Taylor posiada nadprzyrodzone moce. Powiedzmy to wprost: jak się wkurzy, to przedmioty furgają, a sprzęty elektroniczne szlag trafia. On jest we Francji. Ona w Anglii. Niby nie tak daleko, ale weź tu się odnaleź w średniej wielkości mieście. A co dopiero po drugiej stronie kanału! Ale muszą. Muszą, bo Sashy grozi śmierć, a światu pochłonięcie przez ogień. Tylko czy się uda? Czas jest bezlitosny dla dwójki bohaterów.

Tajemny ogień to typowa powieść akcji: mamy dwóch rozdzielonych bohaterów, wspólny cel i tę nieznośną odległość. O presji czasu nie wspominając. Są emocje, jest napięcie, jest ostre zabarwienie fantastyką. Ale jest też ale. Moim ale jest do bólu prosty, niewymagający język. Proste prowadzenie fabuły. Może nawet lekka infantylność formy? Mówię to z pełną świadomością adresatów tej powieści; mówię to z pełną świadomością, że aby powieść zaciekawiła dzieci i młodzież, nie może być skomplikowana, wielowątkowa, niejasna. Sama byłam nastolatką i zachwycałam się prostymi historiami, bo były tak po prostu dobre i mnie ujmowały. Wiem też, że pewnie gdybym sięgnęła teraz po Harry'ego Pottera, ekscytacja nie byłaby tak duża jak kiedyś. ALE jednocześnie wiem też, że książki, które niegdyś czytałam, rozbudowywały moje słownictwo i mój odbiór tekstu. Tutaj tego nie znalazłam, ale podkreślam - nie jestem w grupie docelowej, moje odczucia mogą się mieć nijak do zadowolonych młodszych czytelników, dla których przecież jest ta książka.

Jak mogę to podsumować? Uważam, że jest to powieść warta przeczytania, lekka, prosta i przyjemna. Nie jest wymagająca, ale przy tym nie jest zła - po prostu dostarczy więcej rozrywki młodszym czytelnikom, z tymi dorosłymi może już być różnie. Mimo to nie odradzam, jest potencjał.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Moondrive.

Tahereh Mafi: Dotyk Julii

Julia, Julia... W nowym wydaniu przynajmniej okładka zachwyca ;-)

A tak całkiem poważnie to po dłuuuugim zabieraniu się za tę serię z przykrością stwierdzam, że liczyłam na coś więcej. Nie jest źle - jest pomysł, nawet nie najgorsze jego wykonanie. Są zwroty akcji, czasami nawet ciut niepewności. Ale... zawsze jest jakieś ale. A jak nie ma to znak, że o książce będę gadać latami. 

Zachwycił mnie świat przedstawiony. No, może nie do końca zachwycił - ciężko uznać za urocze coś tak bliskiego destrukcji. Ziemia staje się jałowa, zwierzęta i rośliny znikają, jedzenie to modyfikowana - Bóg jeden raczy wiedzieć, w jaki sposób - papka. Ludzkość chyli się ku upadkowi, a Komitet Odnowy, choć twierdzi, że ma plan na dalsze losy świata, nie jawi się jako cudowny wybawiciel. No, przynajmniej nie czytelnikowi. Tak więc świat przedstawiony w Dotyku Julii zapowiada się intrygująco i fascynująco, choć to fascynacja raczej ponura. Niestety, sformułowania "świat przedstawiony" użyłam tylko dlatego, że nie funkcjonuje w literaturoznawstwie pojęcie synonimiczne, które opisywałoby marną namiastkę. Zdaję sobie sprawę, że to, co dobre, jest dawkowane. Ale krajobraz z takim potencjałem ograniczony do kilku zdań w przeszło trzystustronnicowej książce to zwykłe marnotrawstwo. 

Ale spokojnie! Są też zalety! ;-) Wszystkie moje za i przeciw zdradzam Wam w najnowszej wideorecenzji. Miłego oglądania!
I nie zapomnijcie zajrzeć do Dziewczyn, które postanowiły Wam zaprezentować swoje opinie na temat Dotyku Julii. Linki pod filmikiem! :)


O tej książce z innej perspektywy...

Victoria Aveyard: Czerwona Królowa

Czerwona Królowa [Victoria Aveyard]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czarno-biały świat. A w zasadzie – srebrno-czerwony, bo takie są ludzkie „barwy”: czerwoni służący i srebrni panowie.

Kontrast między czerwonym i srebrnym zdaje się być wypominany przez każdy aspekt życia – od statusu społecznego, przez przywileje, aż do kwestii zasadniczej: czerwoni to zwykły lud chłopski, srebrni to potęga nadprzyrodzonych mocy. I podczas gdy srebrni pławią się w luksusach dworu i doskonalą swoje umiejętności, czerwoni ledwo wiążą koniec z końcem w swoich wioskach, gdzie racjonuje się wszystko, włącznie z „porcjami” prądu. W takiej rzeczywistości dorasta Mare Barrow – młoda Czerwona, która specjalizuje się w kradzieżach, a nade wszystko boi się zbliżającego się dnia poboru do wojska. A z wojska – prosto na wojnę. Kiedy pewnego wieczora „pracuje” w mieście, na ofiarę kradzieży obiera sobie młodzieńca, który orientuje się w jej zamiarach. Nazajutrz w jej domu rodzinnym pojawiają się wysłannicy Srebrnych. Co to oznacza dla Mare? Dla jej rodziny? Przyjaciela?

Czerwona Królowa to powieść-zagadka: z jednej strony pociąga oryginalną fabułą i lekkością pióra autorki, z drugiej studzi czytelniczy zapał prostotą rozwiązań i powierzchownością wątków. Nie jest jednak tak, żeby zniechęcała do siebie czy nudziła: całą lekturę połknęłam z wypiekami na twarzy, absolutnie zafascynowana światem stworzonym przez Aveyard – szczególnie podobały mi się moce Srebrnych, ich nietuzinkowość i sposób wykorzystania. Z niesłabnącym zainteresowaniem śledziłam intrygę i podziwiałam życie pałacowe, które – choć bezlitosne – naprawdę mnie zafascynowało. Tak naprawdę dopiero skończywszy powieść, poczyniłam prostą refleksję: było super, ale za mało. Oczywiście, że i dłuższa, szerzej rozbudowana akcja by nie zawadziła. Ale chodzi mi przede wszystkim o potencjał zbudowanego świata: życie wewnętrzne rodów, możliwości związane z nadprzyrodzonymi mocami, a wreszcie: intryga. Czytając Czerwoną Królową miałam wrażenie, że cała działalność, nazwijmy ją „nieoficjalną”, opiera się na schemacie: hej, jesteśmy członkami podziemia, ty na pewno nas nie wydasz, dołącz do nas -> plan jest taki, zrobimy to za X dni -> okej, już jest ten dzień, działamy -> okej, coś tam wyszło, nie jest źle. I… tyle. Podobnie jest z wątkiem miłosnym: pojawiają się namiastki trójkąta uczuciowego, więc dlaczego autorka tego nie wykorzystała? Takie niewykorzystane możliwości nasuwają mi pytanie zasadnicze: po co pojawiają się niektóre wątki, skoro nie są rozbudowywane, a i nie stają się narzędziem w rękach intrygantów? Dlaczego dostajemy coś naprawdę dobrego, a nie mamy okazji się w to „wbić”?

>Nie znaczy to wcale, że książka była zła. Wręcz przeciwnie – była bardzo dobra, ale – też bardzo – niedopracowana. Na szczęście zapowiedziane są kolejne tomy tej serii – i żywię ogromną nadzieję, że Czerwona Królowa to był tylko taki wstęp do tematyki, a kolejne części ułożą się w pełen, klarowny obraz i będą kawałem dobrej roboty. Czy tak się stanie, jeszcze nie wiem, ale zaryzykuję i polecę Wam Czerwoną Królową – bo historia jest naprawdę dobra, choć (jeszcze) niepogłębiona. Spróbujcie, zwłaszcza jeśli nie czytacie na co dzień fantastyki.

Potężni są ci, którzy wyglądają na potężnych.

Ten sam temat z perspektywy...
  • Marthy Oakiss [Secret Books]
  • Tetiany [Czytam Oglądam Recenzuję]
  • Chcesz się tu znaleźć? Czytałaś/eś książkę, wyraziłaś/eś, co Ci w duszy gra? Świetnie, skonfrontujmy zatem nasze punkty widzenia! W każdy poprzedzający publikację recenzji piątek o 20:00 na moim fanpagu pojawiać się będzie informacja, co opublikuję. Jeśli pisałaś/eś na ten sam temat, zostaw mi link do recenzji, a ja umieszczę go pod moim teksem. Zawsze warto poznać opinie innych! :) Szczegóły akcji TUTAJ.

KONKURS z Girl Online przedłużony o tydzień. Termin nadsyłania odpowiedzi upływa w piątek, 19 czerwca, o 20:00. Zgłaszamy się TUTAJ :)

Susan Ee: Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata

Angelfall [Susan Ee]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Światem zatrzęsła anielska apokalipsa. I choć wielu ludziom udało się przeżyć, nowa rzeczywistość niewiele ma wspólnego z prawdziwym życiem: zdobywanie jakiegokolwiek pokarmu za wszelką cenę, tułaczka, szukanie schronienia choć na jedną noc, ukrywanie się przed gangami i samymi aniołami. Tak wygląda teraz codzienność.

Gdyby tego było mało, mała, bezbronna siostrzyczka Penryn zostaje porwana. Do czego ludzie są zdolni posunąć się w imię miłości i walki o przetrwanie? Odpowiedź jest jednocześnie piękna i przerażająca, tak jak i reakcje są skrajne: od nad wyraz szlachetnych po iście zwierzęce.

Penryn poznajemy, gdy wraz z niepełnosprawną siostrzyczką i chorą psychicznie matką postanawiają opuścić dotychczasowe schronienie. W czasie ucieczki niespodziewanie natykają się na grupę aniołów, która całą uwagę poświęca własnym porachunkom. Kiedy jeden z aniołów zostaje pozbawiony skrzydeł przez swoich braci, kobiety zostają zauważone. I choć Penryn nakazuje im uciekać, a sama wystawia się na widok anioła, wszystko się komplikuje: matka ucieka, a dziewczynka poruszająca się na wózku inwalidzkim jest zdana sama na siebie. Już po chwili zostaje schwytana przez wrogie anioły. Co ma zrobić Penryn? Jedynym możliwym wyjściem jest pomoc zranionemu aniołowi. Czy ta istota jest zdolna do współczucia? Wdzięczności? Czy plan Penryn się powiedzie?

Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata to bardzo dobra powieść postapokaliptyczna. Nie brak w niej dynamiki, zwrotów akcji i ciekawego poprowadzenia wątków, ale niestety nie można też powiedzieć, że pozbawiona jest wad. Zasadniczym problemem, który „uwierał” mnie w zasadzie od początku lektury, było rzucenie czytelnika na głęboką wodę: doszło do apokalipsy, anioły zstąpiły na ziemię, panuje popłoch, terror i zniszczenie. I choć krajobraz i sytuacja ludzi odmalowana została bardzo szczegółowo i nad wyraz przejmująco, tak naprawdę zmuszeni jesteśmy kurczowo trzymać się bieżących wydarzeń. Czytelnik, zagłębiając się w przygody młodej Penryn, tak naprawdę nie ma pojęcia o genezie apokalipsy, o tym, co było przed, o tym, co wywołało taką sytuację, o tym, jak przebiegała, czy przynajmniej o tym, jakie w ogóle są zamiary aniołów. Nie wiadomo nic, a to w moim odczuciu znacząco zuboża świat przedstawiony. Mam wielką nadzieję, że druga część, czyli Angelfall. Penryn i świat Po przyniesie mi odpowiedzi na te nurtujące, i przy tym oczywiste pytania. Nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek książka fantasy (i nie tylko) tak bardzo stroniła od rozbudowy świata przedstawionego i szczerze liczę na to, że Angelfall jako trylogia będzie spójną, świetnie wykreowaną historią, solidnie osadzoną w zrozumiałym dla czytelnika świecie. 


Niestety teraz, po lekturze zaledwie jednego tomu, mam dosyć ambiwalentny stosunek do tej serii – choć na zdecydowany jej plus działa wartka akcja, realne (aż zanadto!) i często brutalne opisy, które są nieodłączne, jeśli chcemy opowiadać historię upadku, terroru i walki. Czy mogę polecić tę powieść? Oczywiście, choć cały czas będę żyć nadzieją, że trylogia jako całość zmieni moją ocenę tej historii na lepsze. 


Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkim zwycięstwem jest przeżycie kolejnego dnia



Carlos Ruiz Zafon: Książę Mgły [+wideorecenzja]

Książę Mgły [Carlos Ruis Zafon]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czy magia istnieje? W świecie Księcia Mgły – owszem, i to tylko w tym złowieszczym wydaniu. Co odkryje Max wraz z przyjaciółmi? Czemu jest to sekretem, i do tego tak pilnie strzeżonym?

Kiedy rodzina Carverów przenosi się do miasteczka malowniczo rozciągniętego wzdłuż wybrzeża Atlantyku, wydaje się, że wszystko zmierza ku lepszemu: rodzina oddala się od epicentrum wojny wstrząsającej światem, osiedla się w spokojnej wiosce rybackiej, w domku na plaży. Jednak wydzierając się ze szponów wojny, trafia na coś całkowicie nieoczekiwanego…

Jak każde szanujące się miasteczko, i nowe miejsce osiedlenia Maxa ma swoje legendy i tajemnice. W tym przypadku nie jest to sposób na reklamę miasteczka, a jednak niemalże od razu chłopiec trafia na ich ślady. Co łączy zegar działający wspak, tajemniczy ogród pełen posągów i zatopiony przed dwudziestoma pięcioma laty wrak statku? Odkrywane stopniowo elementy układanki niepokoją, a z czasem prowadzą do przerażających wydarzeń. Co to oznacza dla Maxa i jego przyjaciół? Jaką tajemnicę kryje to malownicze miasteczko?

Do tego, że Zafón jest znakomitym pisarzem, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Cały kunszt, jaki zaprezentował w Cieniu wiatru, w Księciu Mgły nie traci na doskonałości. Są tu rozbudowane, ale przyjemne w odbiorze opisy, malowanie słowami już od pierwszej strony, które nie tylko sprawia, że świetnie odczuwamy klimat powieści, ale też czujemy się częścią historii. Tym razem u Zafona króluje nie tyle codzienność, co element magiczny, który w tym przypadku oznacza tylko czyste zło – innymi słowy, magia to nie miejsce na dobro. Ani na jego odrobinę. Takie założenie w zestawieniu z mistrzowskim posługiwaniem się słowem sprawia, że niejednokrotnie jesteśmy zaniepokojeni przeżywaną historią, a dreszczyk porównywalny jest do horrorów, które – będąc uczciwą – są dużo straszniejsze i budowane w zupełnie inny sposób. Jednak przemyślana fabuła i sposób jej prowadzenia, a także uczucie uczestniczenia w wydarzeniach sprawia, że powieść jest bezkonkurencyjna – a w wykonaniu innego autora z pewnością byłaby książką po prostu dobrą, tylko dla młodszych czytelników.

Mówiąc o młodszych czytelnikach, należy pochylić się nad wymową tekstu. Choć książka dedykowana jest przede wszystkim młodzieży, czuć pewną rozbieżność w budowie tekstu: z jednej strony sposób wypowiedzi przywodzi na myśl opowiastki dla starszych dzieci, a z drugiej autor posługuje się zdaniami złożonymi, pełnymi szczegółów i wyrazów niezrozumiałych dla młodszych odbiorców. Oczywiście całkiem odrębną kwestią jest zbudowany klimat, który momentami straszył mnie, czytelnika dorosłego – co zatem mają powiedzieć dzieci? Dla nich za to zaserwowano złagodzone dialogi (nie wiem, czy taki był zamysł samego autora, czy tylko tłumacza), które – w punkcie kulminacyjnym! – odstają od opisywanej sytuacji. Raz jeszcze należy tutaj podkreślić, że sceny, gdzie dużo się dzieje, tchną niesamowitą dynamiką dzięki zręcznemu piórowi Zafona. Jak zatem wygląda owa dynamiczna scena, gdzie toczą się losy bohaterów, walka o dobro, ba!, o ich życie – scena, gdzie nastolatek przemawia do potężnego czarnoksiężnika zdaniami typu: Czego pan chce?, Ale co dla pana jest warte życie jakiegoś chłopaka? ? Powiedzmy wprost: odziera scenę z tej pięknie uplecionej dynamiki, powoduje, że wypadamy „z roli” – i, tak naprawdę, kto w sytuacji najwyższego zagrożenia zwraca się do okrutnego czarnoksiężnika per „pan” tylko dlatego, że ów pan jest starszy od nas,  o f i a r ? Na szczęście to tylko jeden moment załamania w tekście – Księcia Mgły czyta się bardzo płynnie i przyjemnie, fabuła gładko posuwa się do przodu, a czytelnik po uszy zanurza się nie tylko w klimacie przesiąkniętym magią, ale też wybiera się na przyjemny spacer po malowniczym miasteczku. I za to Zafona cenię najbardziej.

Pewne obrazy z dzieciństwa zostają w albumie pamięci wyryte niczym fotografie, niczym sceneria, do której człowiek zawsze wraca pamięcią, choćby upłynęło nie wiadomo jak wiele czasu.

Książę Mgły [Carlos Ruis Zafon]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
_______________________________________
za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie

Władysław Reymont: Wampir

Nieznane dzieło znanego pisarza

Wampir [Władysław Stanisław Reymont]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Pierwsze skojarzenie z Władysławem Reymontem to, oczywiście, Chłopi. Natomiast mało kto wie, że do zainteresowań naszego rodzimego pisarza należał spirytyzm. Owocem tego nietypowego hobby jest Wampir z początku XX wieku.
Wampiry bez wahania można uznać za jeden z tematów przewodnich kultury ostatnich kilku lat. Zanim jednak swoista moda, niesiona przez lepsze i gorsze kreacje filmowe i literackie, zawładnęła całym światem, wampiry cieszyły się już sporym zainteresowaniem wśród twórców. Jako przykład należy przytoczyć kultowego Draculę i niezapomnianą powieść Wywiad z wampirem. Wampir Reymonta, choć stawiany na równi z powyższymi dziełami, nie dzieli z nimi popularności. Jest zdecydowanie niszowy, mimo prestiżu jego autora. Niszowy i bardzo dobry.
Jakie są klasyczne asocjacje do słowa „wampir”? Blada postać z długimi kłami, przemieszczająca się nocą i żywiąca się krwią. Dodatkowymi smaczkami są: peleryna i hipnotyczny wpływ na ofiarę. U Reymonta jest zgoła inaczej, choć owy hipnotyczny wpływ jest tam kluczowy.

Charlaine Harris: Martwy aż do zmroku

True Blood nie tak dobre na papierze

Sookie Stackhouse. Martwy aż do zmroku (wyd. II) [Charlaine Harris]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Martwy aż do zmroku to pierwsza część sagi o przygodach Sookie Stackhouse, znanej szerszej publiczności z głośnego serialu HBO pod tytułem Czysta Krew. I właśnie w tym tkwi szkopuł – główna bohaterka powieści zyskała rozgłos wyłącznie dzięki ekranizacji.
W tym momencie pojawia się kolejny problem – czy Czysta Krew to tylko ekranizacja, czy już adaptacja? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, i zarazem scharakteryzować powieść, wystarczy powiedzieć, że pierwszy sezon serialu, zawierający dwanaście odcinków (każdy trwa niespełna godzinę) bazuje głównie na pierwszym tomie sagi – liczącym czterysta stron. Daje to więc prawie dwie minuty filmu na stronę tekstu. Czy zatem serial jest tak skupiony na detalach, czy raczej powieść jest zbyt ogólnikowa i nie wyczerpuje podjętego tematu?
I jedno, i drugie. Serial, uznany za sukces, cieszy się powodzeniem na całym świecie. Natomiast powieść (na szczęście powstała przed serialem, a nie będąca jego kopią) zyskała rozgłos właśnie przez ten sukces. Co może więc pomyśleć czytelnik nieświadomy istnienia serialu, sięgając po Martwego aż do zmroku? To wszystko kwestia gustu. Choć powieść wyróżnia modna dziś tematyka, w chwili powstawania tekstu wampiry nie były celebrytami światowej kinematografii i literatury. Twórcy serialu, wyczuwszy odpowiedni moment, podrasowali nieznany szerszemu gronu odbiorców utwór i nakręcili jego filmowy odpowiednik.