Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller polityczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller polityczny. Pokaż wszystkie posty

[PRZEDPREMIEROWO] Karen Cleveland: Muszę to wiedzieć

Masz wszystko: dobrą pracę, troskliwego męża, szczęśliwe dzieci. Jeżeli czegoś jeszcze chcesz od losu, to może jedynie paru dodatkowych chwil dla rodziny, bo tę widujesz tylko wieczorami. Być może jest to duży problem - ale za moment okaże się, że w obliczu tego, co nadchodzi, jest zupełnie błahy. Co czujesz?

Muszę to wiedzieć to jeden z tych thrillerów, które powoli zakładają sidła - a kiedy uśpią Twoją czujność, błyskawicznie się zacieśniają i nie puszczają do ostatniej strony. No, prawie ostatniej. Bo z Muszę to wiedzieć mam też kilka problemów, które niestety przyćmiewają potencjał historii. Ale może od początku.

Vivian Miller, główna bohaterka książki, pracuje jako analityczna CIA w sekcji rosyjskiej. Poznajemy ją w dniu, kiedy po latach pracy wreszcie ma szansę wcielić w życie swój autorski projekt i tym samym dotrzeć do jednego z doskonale strzeżonych rosyjskich łączników. W tej emocjonującej chwili, kiedy Vivian już wita się ze zwycięstwem, jak grom z jasnego nieba uderza szokująca informacja, która zmienia dosłownie wszystko, na czym opierał się jej świat. I choć nie wolno mi powiedzieć, co to za informacja, bo spoilerów nikt nie lubi, gwarantuję Wam, że błyskawicznie się zorientujecie. Oto jedna z wad marketingu: choć robi dużo szumu, siłą rzeczy zdradza też częściowo fabułę. Coś, co mogłoby być wielkim BUM już na początku książki, a stało się wzruszeniem ramion okraszonym "łeee, jakie przewidywalne". A szkoda.

Niemniej jednak kiedy wybaczymy tę wpadkę i ruszymy dalej, robi się ciekawiej - zawiłe kłamstwa, trudne do rozwikłania powiązania, zmienne plany i spontaniczne działania. W miarę rozwoju akcji powstaje rasowy, mocny thriller psychologiczny - czyli to, na co wszyscy czekamy z każdą gatunkową nowością. I na tym z radością bym poprzestała, ale niestety wcale nie mamy do czynienia z takim ideałem, z jakim wydaje się nam po zapoznaniu z konstrukcją i "wkręceniu" w intrygę. Przykro mi, muszę Wam to zepsuć.

Choć Muszę to wiedzieć jest wręcz naszpikowany nieoczekiwanymi spin-offami, niestety maksimum napięcia potrafi momentalnie spaść przy okazji wrzucenia do historii elementu superoczywistego - a tych kilka się przytrafiło. Niestety, powieść wpadła też w sidła własnego gatunku - propozycja Karen Cleveland, głęboko zanurzona w nurt thrillera psychologicznego, siłą rzeczy jest też naszpikowana skrajnościami i nagłymi zwrotami akcji. Co ciekawe, z nimi też można przesadzić. I chociaż wiem, jak brzmi to w przypadku tego typu powieści, autorce się to udało - pewne "łaaaaaał momenty", kiedy się nimi przeładuje konstrukcje tekstu, zamiast szokować, zaczynają sprawiać wrażenie, że opowieść jest nieco naciągana i przekombinowana. A szkoda, bo do pewnego momentu naprawdę się wciągnęłam.

- UWAGA! Ta część zawiera spoilery konstrukcyjne, nie zdradza jednak treści zakończenia! -

Do którego dokładnie? Mniej więcej do rozwiązania akcji - które, niestety, nie rozegrało się na kilku ostatnich stronach, ale na kilku końcowych scenach. W czym problem? Ano w tym, że po punkcie kulminacyjnym autorka błyskawicznie rusza ku rozwiązaniu akcji, rozwlekając je na długo i szeroko, żebyśmy zyskali pewność, że będzie happy end i nic nie pozostanie niedopowiedziane. W niektórych przypadkach takie szczęśliwe zakończenia są wręcz nieodzowne dla historii - i Muszę to wiedzieć spokojnie można by zaliczyć do takiej grupy: ze względu na sposób poprowadzenia opowieści, jej klimat i sposób przedstawienia dzieci, które przecież na taki happy end zasługują. I tyle byłoby wystarczająco - parę słów o tym, że skończyło się dobrze i zamknięcie historii, bo w tym przypadku wcale nie zniszczyłoby efektu thrillera. Ale autorka postanowiła inaczej.

Jak zatem kończy się powieść? Tego też Wam nie zdradzę bo okazuje się, że nie wszystko złoto, co się świeci, i nie wszystko sielanka, co jest przesłodzone i przedłużane. Okazuje się, że ten przerost formy nad treścią w ostatniej sekcji książki to nie błąd pisarski, ale przygotowanie gruntu na jeszcze jeden, finałowy już, spin-off. Czy uratuje to końcowy odbiór powieści? To pozostawiam Waszej ocenie. Dla mnie to nadal przesadzone rozbudowanie zakończenia i wykorzystanie zaskoczenia czytelnika do wprowadzenia jeszcze jednego spin-offa, który - obawiam się - może zostać odebrany jako przegadanie całej powieści. Gdyby jednak posłużyć się nim nieco ostrożniej, efekt zostałby uzyskany.

- koniec spoilerów -

Nie pozostaje mi zatem nic innego jak tylko ogłosić Karen Cleveland dobrą autorką i polecić Muszę to wiedzieć Waszej uwadze. Co prawda z pewnymi "ale" i na własną odpowiedzialność, ale mimo wszystko na plus. Miłej lektury!

PREMIERA już 6 czerwca 2018 roku!


Więcej o kulturze: KLIK * Instagram: KLIK * Za przedpremierowe udostępnienie powieści dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Mirosław Tomaszewski: Pełnomocnik

Gdzieś, w jakiejś nieokreślonej czasoprzestrzeni, znajduje się kraj, jakich wiele – z biedą, mrocznymi nastrojami społecznymi i zagmatwaną polityką. Tutaj panuje egalitaryzm. Egalitaryzm, który ledwo co ociera się o swoje pierwotne założenia. Pośrodku chaosu stoi Lukas – pierwotnie marionetka w rękach władzy, następnie – władca marionetek. Ale czy ten polityczny galimatias pozostawia miejsce na najważniejszą rolę – na bycie człowiekiem?

Lukasa, głównego bohatera powieści, poznajemy w momencie, gdy wybiera się na jedno ze spotkań służbowych. Jak się szybko okazuje, Hoffman, czyli Pierwszy Pełnomocnik, wybrał go do sprawowania ważnej funkcji. Jakiej? Tego nie wiemy, podobnie jak nie jesteśmy w stanie zrozumieć wielu rzeczy, które rozgrywają się na naszych czytelniczych oczach. Tajemniczy klimat i idealnie odrysowana atmosfera polityczna, w której nikt nie wie, o co tak naprawdę chodzi, to główne atuty tej książki. Niemniej jednak, prawdziwe smaczki zaczynają się, gdy Lukas – po brawurowym występie na jednym z posiedzeń – zostaje Pełnomocnikiem. Choć wydawać by się mogło, że jest on uosobieniem karierowiczostwa i nieobce jest mu dążenie do trupach (dosłownie!) do celu, w rzeczywistości macki ustroju wciągają go coraz głębiej w sam środek chaosu. Stając się przypadkiem ważną szychą, popychany jest w coraz większe zawiłości, sieć znajomości, układów i niebezpiecznych spisków. Ale czy decydowanie o losie tysięcy ludzi pozwala na pozostanie człowiekiem?

Oto główne pytanie, jakie sobie zadajemy przy lekturze Pełnomocnika. Choć zarówno Lukas, jak i jego towarzysze zdają się z zimną krwią przeć naprzód w tę matnię iluzji i złudzeń, chyba o żadnej z postaci nie można jednoznacznie powiedzieć, że jest dobra lub zła. Autor doskonale ujawnił ludzkie słabości, nieśmiało wychylające się spod płaszcza oficjalności i maski pozbawionej uczuć. Choć konflikty wewnętrzne bohaterów są skrupulatnie przez nich maskowane, tak naprawdę są kluczem do niejasnej polityki, która w przypadku Pełnomocnika jest bezduszna i daleka ładowi.