Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

Katarzyna Berenika Miszczuk: seria "Kwiat Paproci" ("Szeptucha", "Noc Kupały", "Żerca")


Po wampirach i wilkołakach przyszła nowa moda: moda na mitologię - polską, lepiej lub gorzej, ale jednak każdemu znaną, "namacalną". I choć jest to dobry kierunek zainteresowań, a sama mitologia słowiańska to bardzo szerokie pole do popisu, seria Kwiat Paproci jakoś nie dała rady porwać mnie tak, jak porwała wielu innych czytelników.

Być może problem tkwi już u podstaw powieści - w koncepcji, a w zasadzie jej interpretacji, niechrześcijańskiej Polski. Takiej, co nigdy nie przyjęła chrztu i dalej czci pogańskie bóśtwa. Takiej, w której lekarze odbywają praktyki u szeptuch, a na duchowe rozterki pomóc może jedynie kapłan, też pogański. O ile jestem w stanie sobie wyobrazić kraj ateistyczny (takich przecież nie brakuje), tak kraj pogański funkcjonujący z powodzeniem w świecie XXI wieku, wyglądającym zupełnie jak ten nam znany (smartfony, internet i wszystkie inne dogodności technologiczno-komunikacyjne są tam na porządku dziennym), wydaje mi się być raczej abstraktem w swojej najbardziej abstrakcyjnej odmianie. Ale nic to, niezrażona zabrnęłam dalej, aby poznać Gosławę (tak, imiona też nam zostały staropolskie), główną bohaterkę serii i z pewnością właścicielkę pięknego warkocza, który widnieje na przepięknie zaprojektowanej okładce pierwszego tomu. Gosława - tudzież Gosia - skończyła medycynę i musi teraz odbyć swoją praktykę zawodową w środku wsi, pod czujnym okiem lokalnej szeptuchy, wobec czego (na szczęście dla powieści!) jest sceptyczna w podobnym stopniu, co i ja. Niestety, sceptyzm ten nie trwa długo, kiedy wkracza w świat tajemnic natury, poznając przy tym nie takiego całkiem plebejskiego kandydata na kapłana i podpadając kilku absolutnie niemiłosiernym bogom. To tu zaczyna się niebezpieczna historia, która towarzyszy czytelnikowi przez cztery tomy serii.

Trzeba uczciwie przyznać, że seria skomponowana jest dobrze: opowiada przemyślaną historię i ma dobrze poprowadzoną linię fabularną, wykorzystuje naszą rodzimą mitologię i skomponowana jest całkiem nieźle. Wielu czytelników ma szansę ją docenić zarówno za walory czysto literackie, jak i za samą opowieść; ja niestety nie znajduję się w tym gronie. Już pierwszy tom wydał mi się przeciętny, historia na tyle nieprawdopodobna, że nie dałam się jej wciągnąć, a rozwój wypadków mało dynamiczny. Za dużo natomiast było prasłowiańskiej magii i fizyczności, która sygnalizowana była do znudzenia, a tak naprawdę nigdy nie została wyrażona "po słowiańsku". Wobec takich odczuć nigdy nie dobrnęłam do tomu czwartego ("Przesilenie"), a samej serii na pewno nie zarekomenduję. Proponuję jednak zrobić podejście do lektury - zwłaszcza wszystkim osobom lubującym się w tych klimatach. A nuż Wy odbierzecie ją inaczej, dojrzycie coś więcej niż ja? Dajcie znać, jak wyglądała Wasza przygoda z tą serią :)

Egzemplarze recenzenckie dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.
Lubimy Czytać: "Szeptucha"
Szeptucha [Katarzyna Berenika Miszczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Katarzyna Musiołek: Ktoś ci się przygląda

Ktoś ci się przygląda to książka, która powstała na fali mody na thrillery. I wyjaśnijmy to sobie od razu: nie mówię tak tylko dlatego, że to kolejna powieść w ramach tego gatunku, która trafiła niedawno na półki. Niestety, w historii widać dwa wyraźne wpływy: wspomnianej już mody i, tym samym, zapotrzebowania na kolejne warianty zagłębiania się w skomplikowane historie, oraz sukcesu Magdy Stachuli, który otworzył nowy rozdział dla polskich autorów, zwłaszcza tych specjalizujących się w "ciemnych" gatunkach. 

Tego "niestety" może i nikt by nie wypowiedział, gdyby była to inspiracja służąca stworzeniu czegoś nowego, lepszego, ciekawszego. Jednak w tym konkretnym przypadku zabrakło wielu ważnych dla sukcesu i poczytności czynników: książka jest dość przewidywalna, schematyczna i zdradza wyraźnie, gdzie i jaki rodzaj inspiracji został zaczerpnięty przez autorkę. Jednocześnie warto pochwalić sposób prowadzenia narracji - choć nie wyróżnia się on na tle pozostałych współczesnych powieści, jest na tyle dobry, że skutecznie wciągnął mnie w przeciętną historię. Gdyby nie jego literaccy poprzednicy, Ktoś ci się przygląda byłby niezłym prekursorem gatunku. Te czasy mamy jednak dawno za sobą, warto więc rozejrzeć się za czymś konkretniejszym. 

Ci, którzy zdecydują się na lekturę, raczej nie stracą bez sensu czasu - czyta się lekko i przyjemnie, mimo wszystko powieść ma w sobie "coś", co powoduje, że chcemy czytać dalej. Ci, co się wahają, mogą przejść do następnej pozycji z listy czytelniczej. I chyba ani jedni, ani drudzy nic przez swoje czytelnicze wybory nie stracą.

Egzemplarz recenzencki dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza.
Ktoś ci się przygląda [Katarzyna Misiołek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Jacek Krawczyk: Róża na chodniku

Bałkany XX wieku. Socjalistyczna Federacja Republik Jugosławii i Tito. Później jego śmierć i rozpad kraju, który przez wielu nigdy nie był za kraj uważany. Narastające konflikty, skrajny nacjonalizm i oni – niczemu winni cywile, którzy ginęli, bo takie były okrutne prawa tej wojny. Tak jeszcze do niedawna rysowała się rzeczywistość w krajach byłej Jugosławii.

Bohaterów powieści – młodego Polaka o imieniu Jacek, Fatimę – przepiękną Bośniaczkę oraz ich przyjaciół z różnych zakątków Jugosławii – poznajemy w czasach istnienia socjalistycznej Jugosławii, kiedy to drogi ich wszystkich splatają się w jugosłowiańskim hufcu pracy. Bratstvo-Jedinstvo (Braterstwo i Jedność) to slogan, który ich zbliża pod skrzydłami socjalizmu. I choć już wtedy dochodzi do konfliktów na tle narodowościowym, są to raczej osobiste utarczki aniżeli punkt zapalny konfliktu zbrojnego.

Choć głównym tematem powieści jest miłość rodząca się między Polakiem i Bośniaczką, ich wieloletnie uczucie, trud rozstania i niemożność życia razem, nierozerwalną częścią opowieści jest najnowsza historia Bałkanów. Polak, początkowo odwiedzając Jugosławię jako turysta i wakacyjny członek hufca pracy, z czasem wynajduje kolejne preteksty, aby widywać piękną Bośniaczkę. W rytm ich spotkań i rozstań, uniesień i tęsknot toczy się burzliwe życie Bałkanów – umiera marszałek Tito, a niedługo później rozpoczyna się proces rozpadu Jugosławii. Nagle ożywają idee nacjonalistyczne, żyjące dotychczas obok siebie narody zwracają się przeciwko sobie, w wyniku czego dochodzi do krwawych walk w imię nienawiści. 
Rozpętuje się piekło, które jest tak nieprawdopodobne, że aż ciężko uwierzyć, że jest prawdziwe. Serbowie chcą przejąć chorwacki Vukovar w imię idei Serbia jest tam, gdzie żyją Serbowie; bośniackie Sarajewo zostaje otoczone i ostrzeliwane przez armię jugosłowiańską – a gdy ta zostaje wycofana, pojawia się armia serbska. I choć akurat w tych dwóch ważnych wydarzeniach pojawia się Serbia, należy pamiętać, że agresja panowała w większości republik dawnej Jugosławii – każdy każdemu wypominał winy, każdy walczył w imię innych strat poniesionych z powodu sąsiada. W takich nastrojach i w atmosferze wiecznego niepokoju o życie swoje i najbliższych przyszło żyć dawnym obywatelom Jugosławii: Serbom, Bośniakom, Czarnogórcom, Macedończykom, Chorwatom i, w nieznacznym stopniu, Słoweńcom, których walki niepodległościowe zakończyły się po zaledwie kilku dniach wynikiem dla nich satysfakcjonującym. Czy zatem istniała szansa, żeby przetrwało tam jakakolwiek ciepłe uczucie względem drugiego człowieka? Miłość, w przypadku bohaterów powieści – bardzo wymagająca, wyznaczana kolejnymi spotkaniami pięknej Bośniaczki ze swoim Polakiem, teraz już – reporterem wojennym?

Róża na chodniku to historia podwójnie poruszająca – oprócz tego, że oddaje nastroje panujące na południu Europy, to jeszcze robi coś bardzo ważnego dla świadomości każdego czytelnika: nie pokazuje obrazu cierpienia anonimowych setek tysięcy ludzi - tutaj problem dotyka osób nazwanych, z którymi mamy okazję zżyć się jeszcze przed czasami niepokoju, co znacznie mocniej uświadamia rozmiary konfliktu i jego zgubny wpływ na niczemu winnych mieszkańców miast i miasteczek umiejscowionych w samym centrum kotła bałkańskiego.

W tak przytłaczającej atmosferze wszechobecnego nieszczęścia i ciężaru, jaki zostawia na czytelniku świadomość tego, co jeszcze nie tak dawno działo się na południu kontynentu, bardzo trudno jest skupić się na książce jako całości: ocenić nie tylko fabułę, ale i jej stronę techniczną. Taka jest jednak istota literatury – to nie tylko to, co wzniosłe i chwytające za serce, ale też to, jak tę atmosferę tworzy. I w tej materii niestety mam kilka zarzutów. Pominę polskie błędy interpunkcyjne i literówki, choć i takie się znalazły. Bardziej mnie frapuje niekonsekwencja w zapisie nazw serbskochorwackich – niektóre z nich są całkowicie spolszczane, natomiast inne – zapisywane serbskochorwackimi znakami diakrytycznymi. Sporadycznie natrafiałam wręcz na nieprawidłowe nazwy, na przykład niewłaściwie nazwana została sarma, czyli bałkańskie gołąbki zawijane w płat kiszonej kapusty czy wyspa, na której rezydencję miał Tito (chodzi o wyspę Brijuni). Wydaje się, że to dość błahe i nieszczególnie związane z ogólną wymową tekstu błędy – ale jednak uważam, że to niedopuszczalne, żeby tego typu pomyłki znajdowały się w tekście, który miał się stać kwintesencją Bałkanów.

Uważam jednak, że najważniejsze w tej powieści jest dobre, obrazowe oddanie konfliktu między republikami – i pod tym kątem patrząc, warto sięgnąć po tę pozycję, która uświadomi każdemu, o jakim rozmiarze nieszczęścia mowa i jak okrutnie przebiegały walki w miejscach, które dziś chętnie odwiedzamy z zupełnie innego powodu. Jeśli jednak chcecie poczuć smak Bałkanów – sięgnijcie po inne lektury, na pewno znajdzie się coś, co wprowadzi was w ten niepowtarzalny klimat.

_______________________________________
za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję

Sabina Waszut, Mariusz Wieteska: Isabelle

Spontaniczne odczuwanie - tak opisuje proces powstawania powieści Isabelle jeden z jej autorów, Mariusz Wieteska. I są to chyba słowa najbliższe istocie tej historii. Owszem, jest to romans - pełen zapierających dech w piersiach scenerii i prowansalskich zapachów. Ale też, zgodnie ze słowami Ernesta Brylla, Autorzy udowodnili, że w romansach nie ma nic banalnego. Jeżeli historie miłosne zasługują na uznanie, Isabelle to najlepszy tego dowód.

To takie proste – włożyć kobietę i mężczyznę, dotychczas obcych sobie, w sam środek idyllicznego krajobrazu, w piękne prowansalskie Antibes pachnące winem, lawendą i ziołami. Do pięknej scenerii dołączyć impuls, który tylko bratnie dusze mogą ze sobą dzielić – a jego konsekwencją niech będą dni i noce pełne uniesień. Nie to jest jednak istotą Isabelle, co stanowi jej największy walor i wyróżnienie na tle historii miłosnych. Tutaj miłość jest raczej tłem dla charakterów ludzkich, aniżeli uczuciem odbierającym owe charaktery. Miłość to konsekwencja życia, która opisana została w sposób zróżnicowany, ale rozważny – bez zbędnego cukru i mdłych wzruszeń. I w tym przypadku to żaden wstyd czytać o tym, co nam w duszy gra – bo nie musimy się obawiać, że nasze uczucia zostaną spłycone nierozważnym piórem.

W historii literatury napisano wiele. Była miłość średniowieczna, przymusowa, wynikająca z obowiązku. W opozycji do niej naturalnie stała miłość zakazana, niejednokrotnie naznaczona cierpieniem, stratą i śmiercią. Z biegiem czasu, kiedy obyczaje stały się łaskawsze dla zakochanych, opisywano inne przeszkody: duchowe, religijne, światopoglądowe czy nawet cielesne. Miłość była brana na warsztat i rozkładana na czynniki pierwsze wielokrotnie, co powodowało, że niegdyś podniosłe uczucia stały się dla nas miałkie. Problemu – i zagrożenia zarazem – nie stanowiły same próby zrozumienia i opisania miłości, ale ogromna popularność tematu: o miłości chciał pisać każdy, podobnie jak każdy chciał powodować, że kobiety będą z wypiekami czytały strona po stronie zawiłą historię, a niemożnością stanie się wyrwanie z rąk pełnego namiętności opisu, który niejednokrotnie miałby dostarczyć naszemu życiu więcej niż rzeczywistość. W końcu miłość stała się produktem popkulturowym, w efekcie ukazując się odbiorcy jako cukierkowa rzeczywistość pełna górnolotnych wyznań i błahych finałów. Biorąc pod uwagę tak przykry los najpotężniejszego uczucia w historii życia ludzkiego, z pewną obawą sięgałam po Isabelle. Stawiałam przed sobą setki pytań, biłam się z myślami, aż wreszcie rozpoczęłam lekturę – i dziś, ze spokojem sumienia mogę powiedzieć, że trzymam w dłoni perełkę, która nie tylko nie zaburzyła mojego sposobu odbierania ludzkich uczuć, ale też wprowadziła mnie w świat wzajemnych relacji mężczyzny i kobiety, które, choć przebiegają w sposób absolutnie zróżnicowany, prowadzą do tego samego.

Gael i Yasmine – dwie obce sobie osoby, które los zaprowadził do Antibes, idealnego w ich odczuciu miejsca do wypoczynku i odnajdywania swojej życiowej drogi. Kiedy się odnajdują, a życie niechybnie prowadzi ich do wzajemnego uczucia, na oczach czytelnika rozgrywa się niesamowity spektakl: oto mamy okazję zajrzeć do wnętrza dwojga ludzi, których więcej dzieli niż łączy, przekonać się, jak odbierają świat i drugiego człowieka, a wreszcie: co oznacza dla nich miłość. Wrażenie dodatkowo wzmacnia dwójka autorów, którzy podzielili się fragmentami składanego przez nich świata i każdy z nich opisali na swój indywidualny sposób. Ta podwójna granica oddzielająca psychikę i świat wewnętrzny bohaterów wyraźnie przypomina o odrębności ludzi, uwrażliwia czytelnika na odbiór drugiego człowieka, a przede wszystkim stanowi historię jeszcze bardziej fascynującą niż zewnętrzny obraz związku Gaela i Yasmine.

Kim zatem jest tajemnicza Isabelle, skoro wciąż mówimy tylko o Gaelu i Yasmin? Niech to zostanie tajemnicą, bo tytułowa bohaterka to nie tylko zwrot akcji, który musi towarzyszyć każdej dobrej powieści. Jest ona przede wszystkim uosobieniem tego, co spotyka nas niejednokrotnie w życiu – koniecznością wyboru, ułudą mieszającą się z prawdą, przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.

Jeśli tkwi w Was zatem, drodzy Czytelnicy, choć nutka romantyzmu, oto historia dla Was – o tym, co maluje życie, a nie o tym, co chcielibyśmy do naszego życia domalować. Przyjemnej lektury!


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Dwumiesięcznikowi Literackiemu Sofa. I w kwietniowym numerze Sofy także znajdziecie tę recenzję! Wystarczy kliknąć na okładkę, aby przenieść się na stronę, gdzie bezpłatnie można przeczytać magazyn :)

Łukasz Orbitowski: Zapiski Nosorożca. Moja podróż po drogach, bezdrożach i legendach Afryki

Żywe trupy. 3. Upadek Gubernatora cz.2 [Robert Kirkman, Jay Bonansinga]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Afryka. Kontynent odległy, nieznany, po dziś dzień owiany nutą tajemnicy. Nieuchwytny dla pisarskiego pióra, wydaje się wymykać nam z rąk przy każdej próbie odmalowania go słowami. Czy Łukaszowi Orbitowskiemu, autorowi Zapisków Nosorożca, udało się choć trochę wyostrzyć obraz Afryki?

I tak, i nie. Orbitowski celowo zaprowadził taki oto zabieg stylistyczny, że podróżniczą relację zamienił na gawędę. Suche fakty i wystylizowane anegdoty zastąpił szczerym, osobistym dziennikiem podróży, z pozoru skupiającym się na przebiegu kolejnych dni. Z pozoru, ponieważ pod płaszczykiem opisu podróży i atrakcji wszelakich, autor zgrabnie przemyca swoje odczucia i, co ciekawsze, miejscowe legendy. To wszystko zostało okraszone lekkim sfabularyzowaniem relacji, w wyniku czego czytelnik otrzymał niebanalną publikację z pogranicza całkowicie różnych gatunków literackich.

W przypadku tego typu literatury ciężko jest oceniać fabułę – przede wszystkim dlatego, że jest to swoista próba zebrania myśli po absolutnie prawdziwej i niejednokrotnie emocjonującej podróży. Ale w przypadku Zapisków Nosorożca jest coś jeszcze – autor, już na wstępie porzucając ton podróżnika wykładającego obce czytelnikowi rzeczy, staje się gawędziarzem, zapraszając czytelnika do rozmowy. Wiąże się z tym duża odpowiedzialność, ponieważ w takiej sytuacji już nie tylko twórczość literacka wystawiana jest na ocenę, ale też sposób bycia, naturalny sposób opowiadania i w pewnym stopniu osobowość autora zaangażowana w tę historię. Przedzierając się przez kolejne rozdziały, często odnosi się wrażenie, że autor jest tuż obok – i przywodzi to raczej na myśl pogawędkę z kumplem, aniżeli wykład czy skrupulatnie dopracowywaną opowieść, jak to często bywa. Niemniej jednak nie staram się przez to powiedzieć, że wykryłam jakieś rażące braki czy poczułam niedosyt – raczej mam ochotę przyklasnąć i zaproponować więcej książek pisanych w takiej konwencji.

Klaudia Kopiasz: W głąb lawendowych uliczek

W głąb lawendowych uliczek [Klaudia Kopiasz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Zamknij oczy i wyobraź sobie stół zastawiony specjałami włoskiej kuchni. Poczuj woń lawendy i bazylii, pozwól się muskać ciepłym promieniom południowego słońca. Przyjemnie? No to ruszamy na wyprawę śladami Olivera, głównego bohatera powieści W głąb lawendowych uliczek, który doznał podobnej inspiracji…

Już pisząc powyższe słowa, zrodził się we mnie swoisty niepokój. Otóż Oliver, wiedziony chęcią przeczytania dobrej powieści, trafia do księgarni prowadzonej przez Włocha. Właściciel ów stawia sobie za punkt honoru pokazać Amerykaninowi, jak piękne są jego okolice – tylko zaraz, dlaczego, skoro Oliver wybiera się do Francji?

Powszechnie wiele kwestii kulturowych i krajobrazowych łączy Włochy i Francję – zamiłowanie do winiarstwa, nieprzebrane pola lawendy, pastelowe krainy, kulinaria, rodzina językowa. Dzieli ich natomiast cały wachlarz rozmaitości – położenie geograficzne, klimat, temperament, atmosfera,… Co zatem powodowało Włochem, że zaczął zachwalać obcokrajowcowi Francję, a nie własną ojczyznę? Tego nie wiem, ale jego charyzma i sięgająca głębi ludzkiej duszy powieść tajemniczej autorki są siła napędową Olivera, który postanawia w trybie natychmiastowym zakupić bilet do Francji. Czy mężczyzna porzuci wszystko i wyruszy w nieznane? Jak skończy się jego wyprawa w poszukiwaniu prawdziwej miłości?

M.A. Trzeciak: Bliżej Dalej

Bliżej Dalej [M.A. Trzeciak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Śmierć ukochanego ojca Matyldy to moment, aby wrócić do porzuconej przeszłości i rodziny. Gdy jedna z przyrodnich sióstr kobiety przyjeżdża, aby zabrać Matyldę i jej córkę, Ofelię, na pogrzeb ojca, całe poukładane życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Wszystko, co następuje po pogrzebie ojca sprawia, że Matylda zmienia postrzeganie świata, a czytelnika porywa w doskonałą kompozycję złożoną z wartkiej opowieści i szczypty nierealności. Oto powieść, która ma szanse zmienić oblicze współczesnej prozy polskiej!

Pogrzeb ojca, spotkanie przyrodnich sióstr w domu Adaleny – żony zmarłego oraz starcie charakterów i losów kobiet po latach to tak naprawdę tylko początek – i to w realistycznej odsłonie. Jednak wraz z zakończeniem uroczystości pogrzebowych, wszystko obiera niespodziewany obrót. Gdy jedna z sióstr – Stella – znika z domu, Matylda i Rita postanawiają jej pomóc. Jednak zarówno wyprawie, jak i samemu planowi pomocy, daleko do rzeczywistości i racjonalności. Podróż śladami uprowadzonej Stelli to nie tylko pasmo intrygujących zdarzeń, które stopniowo uwalniają delikatną aurę realizmu magicznego, którym przesycona jest powieść. To przede wszystkim podróż w przeszłość kobiet, w ich wewnętrzne przeżycia, myśli, ale także pretekst do ujawnienia wewnętrznej siły, którą każda z sióstr ma w sobie. Ową siłą jest tajemnicza intuicja, której rozmiary doprawdy stają się monstrualne, a moc sprawcza – oszałamiająco skuteczna. Mimo to daleko powieści do fantastycznych historii o nadprzyrodzonych siłach – i za to wielkie dzięki i brawa, bo przecież tak subtelne niuanse łatwo sprowadzić na niewłaściwe tory! Na szczęście Bliżej Dalej okazuje się być doskonale wyważoną powieścią, w której każdy składnik jest przemyślany, wyważony i staranie dopasowany do reszty. Tu nie ma miejsca na pomyłkę, źle poprowadzoną narrację czy wykonanie rozmijające się z założeniem; jak na talerzu widać, że autorka wiedziała, co chce stworzyć i zrobiła to – z wielkim wyczuciem, nie szczędząc czytelnikowi swojego talentu.

Mirosław Tomaszewski: Pełnomocnik

Gdzieś, w jakiejś nieokreślonej czasoprzestrzeni, znajduje się kraj, jakich wiele – z biedą, mrocznymi nastrojami społecznymi i zagmatwaną polityką. Tutaj panuje egalitaryzm. Egalitaryzm, który ledwo co ociera się o swoje pierwotne założenia. Pośrodku chaosu stoi Lukas – pierwotnie marionetka w rękach władzy, następnie – władca marionetek. Ale czy ten polityczny galimatias pozostawia miejsce na najważniejszą rolę – na bycie człowiekiem?

Lukasa, głównego bohatera powieści, poznajemy w momencie, gdy wybiera się na jedno ze spotkań służbowych. Jak się szybko okazuje, Hoffman, czyli Pierwszy Pełnomocnik, wybrał go do sprawowania ważnej funkcji. Jakiej? Tego nie wiemy, podobnie jak nie jesteśmy w stanie zrozumieć wielu rzeczy, które rozgrywają się na naszych czytelniczych oczach. Tajemniczy klimat i idealnie odrysowana atmosfera polityczna, w której nikt nie wie, o co tak naprawdę chodzi, to główne atuty tej książki. Niemniej jednak, prawdziwe smaczki zaczynają się, gdy Lukas – po brawurowym występie na jednym z posiedzeń – zostaje Pełnomocnikiem. Choć wydawać by się mogło, że jest on uosobieniem karierowiczostwa i nieobce jest mu dążenie do trupach (dosłownie!) do celu, w rzeczywistości macki ustroju wciągają go coraz głębiej w sam środek chaosu. Stając się przypadkiem ważną szychą, popychany jest w coraz większe zawiłości, sieć znajomości, układów i niebezpiecznych spisków. Ale czy decydowanie o losie tysięcy ludzi pozwala na pozostanie człowiekiem?

Oto główne pytanie, jakie sobie zadajemy przy lekturze Pełnomocnika. Choć zarówno Lukas, jak i jego towarzysze zdają się z zimną krwią przeć naprzód w tę matnię iluzji i złudzeń, chyba o żadnej z postaci nie można jednoznacznie powiedzieć, że jest dobra lub zła. Autor doskonale ujawnił ludzkie słabości, nieśmiało wychylające się spod płaszcza oficjalności i maski pozbawionej uczuć. Choć konflikty wewnętrzne bohaterów są skrupulatnie przez nich maskowane, tak naprawdę są kluczem do niejasnej polityki, która w przypadku Pełnomocnika jest bezduszna i daleka ładowi.

M.A. Trzeciak: Inframundo

Inframundo [M.A.  Trzeciak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czy w życiu codziennym, w obecności wszechogarniającej rzeczywistości, jest miejsce na marzenia, wspomnienia i nutkę magii? Ależ oczywiście! Żywym dowodem na to jest Greta – pracownica starego kina, które – wraz z partnerem i przyjaciółką – obejmuje w posiadanie po śmierci poprzedniej właścicielki. Ale czy to po prostu stare kino z tradycjami?
W momencie, w którym czytelnik poznaje Gretę, ta ma wiele na głowie – trafiamy w bardzo intensywny okres w życiu kobiety, w czasie którego wiele się dzieje, rozgrywają się wzloty i zdarzają się upadki. Choć podobnie jest też w życiu Emila – partnera kobiety oraz Erwiny, ich przyjaciółki, a czytelnik towarzyszy im na każdym kroku, szybko można odnieść wrażenie, że zdarzenia te nie wywierają na odbiorcy wielkiego wpływu. To nie tak, że wydarzenia wyprane są z emocji, a czytelnik modelowy pozbawiony empatii. Jednak jest coś, co przyćmiewa całą tę doczesność, a powieści nadaje klimatu – a chodzi oczywiście o cały kalejdoskop nierzeczywistych zdarzeń, które otulają bohaterów, nadają im kolorów i sensu. W ten sposób na kartach powieści goszczą gwiazdy starego kina, nawiązując rozmowy z Gretą, a także dając jej rady i ostrzegając przed przyszłością. Jest też nienarodzone jeszcze dziecko, nazywane Małym Stworzonkiem, które to nocami Greta odwiedza we własnym łonie. Mimo tych wszystkich nieprawdopodobnych wątków, książka nie trąci absurdem czy śmiesznością, a raczej emanuje tajemniczą, bardzo specyficzną aurą. Jest też stary, klasyczny wygląd kina Inframundo i ptak-symbol, czyli kruk Corvus, którego rola – choć nie do końca jasna – była zwieńczeniem tego ładunku nierealności.

Barbara Vujcic: W kraju Róży

Zawód miłosny, wojna, potrzeba zwiększenia zarobków, chęć rozpoczęcia życia na nowo… Powodów emigracji jest wiele, jak i wiele jest oczekiwań i marzeń związanych z ucieczką z kraju. „W kraju Róży” jest obrazem życia na emigracji w Londynie z lat 90., ale także barwną historią o życiu i o tym, że szczęście, przy odrobinie dobrej woli, można znaleźć w każdym miejscu na ziemi.
Weronika właśnie przerwała wymarzone studia. Zdrada, której dopuścił się jej życiowy partner z jej najlepszą przyjaciółką, wstrząsnęła Weroniką na tyle, że nie była zdolna do zaliczenia trzeciego roku psychologii. Dziewczyna, żyjąc ze świadomością, że zaprzepaściła swoje wielkie starania i wyrzeczenia rodziny, postanawia wyjechać, aby w Londynie ponownie stanąć na nogi. Nie jest jednak łatwo – lata 90. to jeszcze czas zamkniętych granic, które należy przekraczać z wizą w dłoni; jest to czas, gdy pozwolenia na stały pobyt i pracę są niemalże niezbędne, żeby przeżyć na Wyspach. Z pomocą przychodzą jednak rodacy, którzy – przywykli do emigracji – pomagają Weronice odnaleźć się w obcym miejscu. Wśród przybyszów zza granicy jest też Dragan – młody mężczyzna, którego ojciec jest Serbem, a matka Chorwatką. Z rodzimych Bałkanów wygoniła go wojna – wojna, o której sam mówi, że nie jest jego. Chłopak nie rozumie, dlaczego sąsiadujące ze sobą narody wszczęły krwawy konflikt, zwłaszcza że do niedawna żyli obok siebie bez względu na różniące ich wyznania i uwarunkowania kulturowe.

Anna Rybkowska: Nell (tom 2)

NELL tom 2 [Anna Rybkowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Cóż może być bardziej szalonego niż ognisty romans w ramionach cenionego muzyka rockowego? Chyba nic – o ile nie ma się męża, gromadki dzieci i dziesięciu lat więcej w metryce niż ubóstwiany przez tłumy kochanek. Nell szybko przekonuje się, że oprócz szaleństwa ten układ niesie ze sobą zgorszenie, drastyczne przewartościowanie życia, ale i niebezpieczeństwo.
Natalia Skowrońska, przykładna żona i matka, którą pamiętamy z pierwszej części „Nell”, jest już przeszłością. Jej miejsce zajęła owładnięta dotychczas obcą jej żądzą Nell, która pod wpływem Wiliama Barlowa zdecyduje się uciec z nim do Londynu. Przez telefon informuje męża, że dopuściła się zdrady oraz że wyjeżdża i rozpoczyna nowe życie. A później… następuje 200 stron mówienia o niczym. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem potencjału tej książki – skupia się na dość płaskich opisach nowych realiów, które otaczają Nell, od czasu do czasu zakrawa o absurd i zadowala się ogólnikami, jednocześnie przekazując naprawdę dużo treści i zatrzymując czytelnika do samego końca. Od początku pierwszej części zadaję sobie pytanie, jak można jednocześnie znajdować tyle wad w tekście i dać się w niego wciągnąć bez reszty. Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie i brnę dalej, wyliczając po cichu kiełkujące zalety.

Arkadiusz Babczyk: Zabójczy mezalians

Zabójczy mezalians [Arkadiusz Babczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Aborcja, dzieciobójstwo i macierzyństwo młodych kobiet to tematy przewodnie powieści „Zabójczy mezalians”. Niestety, książka Arkadiusza Babczyka nie ma nic wspólnego z łamaniem tabu, a także jest najlepszym przykładem na to, że dobry temat jest tylko (bardzo małą) częścią sukcesu.
Ola, świeżo upieczona studentka Akademii Ekonomicznej w Katowicach, wyjeżdża na Mazury ze swoim chłopakiem Rafałem, aby uczcić swój życiowy sukces. Młodzi pochodzą z różnych warstw społecznych – Olę wychowuje zaledwie matka, która pracuje jako sprzątaczka, aby utrzymać się po śmierci męża; Rafał jest synem bogatego przedsiębiorcy i nauczycielki, która – ze względu na ich małą fortunę – pracuje tylko z pasji. Niespodziewanie, wbrew planom i ambicjom pary, Ola zachodzi w ciążę. Ojciec Rafała, od początku przeciwny związkowi syna z córką sprzątaczki, odmawia młodym jakiejkolwiek pomocy, co skutkuje koniecznością przerwania studiów i podjęcia pracy. O ile Rafał jest szczęśliwy, że w łonie jego kobiety rozwija się dziecko, tak sama zainteresowana nieprzerwanie szuka możliwości dokonania aborcji; pomysł porzuca dopiero wtedy, gdy rodzina staje na głowie i obiecuje Oli, że będzie miała możliwość dziennego studiowania. Dziewczyna, kosztem zdrowia najbliższych, decyduje się na ten układ; niestety już po roku życie postanawia pokrzyżować im plany i zmusza zrozpaczoną Olę do przerwania nauki. Czy dziewczyna pokornie porzuci marzenia i osiądzie w skromnym mieszkanku w roli matki? Bynajmniej.

Mirosław Tomaszewski: UGI


Światem rządzą reklamy. Potężne wpływowe firmy chcą manipulować konsumentem, aby zarabiać grube miliardy – tym samym wpędzając swoich klientów w otchłań mrocznej choroby na tle psychicznym. A takie przynajmniej jest założenie powstającego artykułu Oskara Knopa, dobrze rokującego dziennikarza „Battery Post”, laureata Nagrody Kraina. Do czego popchnie go prywatne śledztwo?
Głównego bohatera, dziennikarza z Manhattanu, poznajemy, gdy przemierza ulice dzielnicy, szukając nowego tematu artykułu. Jest to jeden z tradycyjnych „patroli”, które szef redakcji nakazuje wykonywać swoim pracownikom w celu zdobycia niebanalnych pomysłów prześcignięcia konkurencyjnych pism. Po chwili kręcenia się bez celu, Oskar – jak gdyby nigdy nic – wchodzi do budynku Rockefeller Center, gdzie odbywa się gala wręczenia prestiżowej Nagrody Kraina, której został laureatem. To właśnie wyróżnienie zdaje się ściągać na Knopa całą lawinę zdarzeń, która chwilę później ma ruszyć.

Anna Rybkowska: Nell (tom 1)

Nell. Tom 1 [Anna Rybkowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Romans podszyty pokładami moralności i rozważań o słuszności swoich działań to chyba najtrafniejszy opis tej powieści. W „Nell” Anny Rybkowskiej życie codzienne odbija się wyraźniej niż w zwierciadle, wraz ze swoimi urokami, wadami, ale i trudnymi wyborami.
Poznań, a w nim pewna polska rodzina – taka, jakich w Polsce (i na całym świecie) wiele. Mimo że wielodzietna, to dobrze sytuowana. Ona – anglistka, która porzuciła wyuczony zawód w imię czuwania nad rodziną. On – grafik; spokojny, ale ciepły, kochający mąż i ojciec. No i dzieci – czteroosobowa gromadka, w szerokim przedziale wiekowym: od chłopca w wieku przedszkolnym do prawie mężczyzny w wieku licealnym. Trzej synowie i córka. Choć państwo Skowrońscy wiodą zwykły, wręcz szablonowy żywot, są szczęśliwą rodziną; mąż spełnia się w pracy, żona – Natalia – u jego boku, wśród rodziny, ze świadomością, że jest jej potrzebna jak nikt inny. Wszystko się odmienia, gdy pewnego dnia, zapewne dla niewinnego żartu, Natalia postanawia wysłać swoje zdjęcie do idola swojej córki – Wiliama Barlowa. Ku zaskoczeniu kobiety, idol nastolatek postanawia się do niej odezwać, argumentując swój wybór magnetycznym wręcz wrażeniem, jakie wywarła na nim Natalia. Jednak Nell – bo tak ją nazywa – nie jest tym, za kogo się podaje: w sieci figuruje jako dwudziestoparolatka, beztroska studentka filologii angielskiej bez zobowiązań i własnej rodziny. Choć w wirze maili i telefonów, które otrzymuje od artysty, w końcu wyznaje prawdę o sobie, mężczyzna wydaje się być niezrażony…

Dorota Masłowska: Kochanie, zabiłam nasze koty.

Kochanie, zabiłam nasze koty [Dorota Masłowska]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
Syreny popadają w swoistą człowiekomanię z równym uporem, z jakim pisarze nowopolscy szerzyli chłopomanię. Z tą tylko różnicą, że pisarze zostawili po sobie liczne utwory, a syreny… podwodne wysypiska „skarbów” człowieczeństwa. I choć nie jest to główny temat „Kochanie, zabiłam nasze koty”, doskonale obrazuje społeczeństwo, z którego kształtem Dorota Masłowska rozlicza się w swojej najnowszej powieści. 
Przyznaję, moje zainteresowanie twórczością Masłowskiej ma swoje źródło w popularnych ostatnimi czasy utworach Mister-D. Zwabiona w te, skądinąd dziwne, rejony muzyczne, zafascynowałam się tekstami tychże utworów – a w zasadzie ich formą i skrajnie ironicznym przekazem. Szczerze mnie zastanawiało, czy książki, które przecież widziałam milion razy w księgarniach, będą równie błyskotliwe i – wbrew pozorom – wywarzone. I już na wstępie mogę powiedzieć: tak, są. Ale myślę, że zasługują na znacznie szerszy komentarz – a zwłaszcza „Kochanie, zabiłam nasze koty”, które stało się moim pierwszym razem z twórczością tej autorki. I, tym samym, jednym z pierwszych razów z dobrą współczesną literaturą polską.

Paweł Olearczyk: Autokar do nieba

Autokar do nieba [Paweł Olearczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Co może się wydarzyć, gdy wesele siostry kończy się urwanym filmem? Jedzie się na wycieczkę do Rimini! Dwie pary gejów, dziadek-entuzjasta marihuany, seksowna siostra księdza i morderca to tylko czubek góry lodowej. Nieprzewidywalne zdarzenia i niecodzienne osobowości to fundament Autokaru do nieba Pawła Olearczyka.
Marcin Bachleda budzi się po weselu siostry i walczy z nieziemskim kacem, sugerującym suto zakrapianą imprezę. Jak bardzo zakrapianą, dowiaduje się dopiero po telefonach innych gości. Na liście swoich grzeszków ma między innymi złamany obojczyk Grześka, który uniemożliwia mężczyźnie pracę. Niezrażony kontuzją, proponuje Marcinowi, aby go zastąpił...

Władysław Reymont: Wampir

Nieznane dzieło znanego pisarza

Wampir [Władysław Stanisław Reymont]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Pierwsze skojarzenie z Władysławem Reymontem to, oczywiście, Chłopi. Natomiast mało kto wie, że do zainteresowań naszego rodzimego pisarza należał spirytyzm. Owocem tego nietypowego hobby jest Wampir z początku XX wieku.
Wampiry bez wahania można uznać za jeden z tematów przewodnich kultury ostatnich kilku lat. Zanim jednak swoista moda, niesiona przez lepsze i gorsze kreacje filmowe i literackie, zawładnęła całym światem, wampiry cieszyły się już sporym zainteresowaniem wśród twórców. Jako przykład należy przytoczyć kultowego Draculę i niezapomnianą powieść Wywiad z wampirem. Wampir Reymonta, choć stawiany na równi z powyższymi dziełami, nie dzieli z nimi popularności. Jest zdecydowanie niszowy, mimo prestiżu jego autora. Niszowy i bardzo dobry.
Jakie są klasyczne asocjacje do słowa „wampir”? Blada postać z długimi kłami, przemieszczająca się nocą i żywiąca się krwią. Dodatkowymi smaczkami są: peleryna i hipnotyczny wpływ na ofiarę. U Reymonta jest zgoła inaczej, choć owy hipnotyczny wpływ jest tam kluczowy.