Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

[przedpremierowo!] Sanjida Kay: Skradzione dziecko

"Skradzione dziecko" to taka nieoczywista książka, że aż miło czytać! Zatem zacznijmy od najważniejszego: jeśli nie lubisz historii o dramatach rodzinnych i porwaniach dzieci (ja nie znoszę!), nie skreślaj tej książki. Jeśli odrzucają Cię wszystko sugerujące tytuły, nie omijaj tej powieści. Jeśli masz już dość schematycznych thrillerów, nie wrzucaj tej publikacji do tego worka. Wbrew tytułowi i opisowi, w "Skradzionym dziecku" dzieje się ciekawie - nie tylko pod względem fabularnym, ale też narracyjnym i językowym. Jest dobrze!

Z pozoru "Skradzione dziecko" to taka typowa dla literatury opowieść - adoptowane dziecko, które po latach jest odnajdywane przez biologicznych rodziców, wzajemne oskarżenia, mamienie Bogu ducha winnego malucha, próby porwania, niekończąca się walka. Skłamałabym mówiąc, że w powieści Sanjidy Kay tych wątków w ogóle nie ma - przecież są nierozłączne z tematyką, którą podjęła autorka. Niemniej jednak w tym przypadku schematy są tak dalekie od treści, jak tylko się da.

To, co od razu mi się spodobało, to fabularne rozplanowanie powieści - chociaż zawirowania wokół rodziców Evie, córeczki głównej bohaterki, są głównym tematem, czytelnik nie został rzucony na głęboką wodę, prosto w wir walki i "zamieszania" wokół dziewczynki. Akcja rozwija się stosunkowo powoli (ale nie nudno!), jako czytelnicy mamy okazję dobrze poznać nie tylko Evie, ale i jej bliskich, środowisko, w którym żyje i świat, po którym poruszają się bohaterowie. Wchodząc w świat powieści, znajdujemy się w konstrukcji typowej dla powieści obyczajowej, i to bardzo sprawnie napisanej - poznajemy osoby, które będą nam towarzyszyć w czasie lektury (i trzeba przyznać, że są to dobrze wykreowane postaci!), zanurzamy się w klimat miejsca, w którym rozgrywa się akcja (pięknie oddana małomiasteczkowość i cudowny klimat jesiennego, nieco mrocznego wrzosowiska), utożsamiamy się z akcją na tyle, żeby uczestniczyć w niej jako obserwator będący częścią społeczności wykreowanej przez Kay. W ten sposób otrzymujemy nie tylko właściwe proporcje powieści, które dodatkowo pomagają nam się zżyć z bohaterami, ale też doskonałą powieść obyczajową. Powieść, która szybko rozwija się w thriller, nie tracąc przy tym samym swojej doskonałej narracji. Nie ma tu kurczowego trzymania się głównego wątku, tło tworzą wątki poboczne, ale wcale nie mniej ważne niż ten wiodący. Co ciekawe, jest to chyba pierwsza książka, która miała na tyle dobrze napisane postaci, że najwięcej uwagi (i sympatii!) poświęciłam nie tyle głównej bohaterce czy bohaterom bezpośrednio rozpisanym w głównej akcji, ale małemu chłopcu, który jest przeuroczą postacią.

Czy wobec tego książka ma jakieś wady? No jasne, każdy i wszystko ma swoje wady. Chociaż tempo fabularne i rozpisanie historii jest niemalże doskonałe, ta iluzja dosłownie runęła pod koniec powieści, w punkcie kulminacyjnym i zamknięciu konfliktu. I chociaż ze względu na specyfikę opowiedzianej historii zakończenie jest słuszne i kompozycyjnie właściwe, wydaje się trochę przegadane. Konstrukcja epilogu, właściwego raczej powieściom obyczajowym, uspokaja i wycisza akcję, pozostawiając wrażenie niedosytu, że w ostatnich zdaniach nie było efektu "wow". A szkoda, bo sama zagadka, kto stoi po "ciemnej stronie" powieści, była nieprzewidywalna i mnie zaskoczyła.

Podsumowując - warto, mimo drobnych potknięć. Zarówno dla miłośników thrillerów, jak i obyczajówek i dramatów. Wszystkiego tu po trochu, i wszystko jest bardzo dobre w ramach gatunków. Polecam!

(przedpremierowo) Felicia Yap: Wczoraj

Wow, co to była za lektura! Było mnóstwo napięcia i zwrotów akcji, ale też świetna konstrukcja postaci. No i najważniejsze: świat przedstawiony skonstruowano tak pomysłowo i błyskotliwie, że - gdyby pokusić się o inny splot wydarzeń - mógłby posłużyć do zbudowania zapierającej dech w piersiach sagi. Przed Wami niekwestionowany thriller roku!

Źródłem tych nieczęstych dla mnie zachwytów jest powieść Wczoraj autorstwa Felicii Yap (w polskiej wersji językowej ukaże się 1 sierpnia nakładem Wydawnictwa W.A.B.) - thriller w brawurowy sposób mieszający się z rasową dystopią i porządnym kryminałem. Cóż takiego mogła wymyślić Yap, żeby przebić się przez grubą taflę mody na spin-offowe thrillery wyrastające jeden po drugim jak grzyby po deszczu? To musiało być coś super - no i było.

Świat, w którym żyją bohaterowie Wczoraj, do złudzenia przypomina nasz - te same krajobrazy i miejsca, firmy, światowi giganci i sposób egzystencji. Z tą tylko różnicą, że Apple zbiło dwukrotny majątek, i to na produkcji... pamiętników. Bo w świecie wykreowanym przez Yap to pamiętniki podporządkowują sobie całą technologię i nie sposób się bez nich obejść. Dzieje się tak dlatego, że ludzi z tego świata nie dzieli, na wzór naszej rzeczywistości, religia i kolor skóry, ale zdolności ich mózgów. W społeczeństwie współegzystują dwie rasy: monosi i duosi - ludzi zdolni do, odpowiednio, zachowywania wspomnień z dnia lub dwóch dni wstecz - a normalne funkcjonowanie zapewnia im opracowywany przez lata sposób prowadzenia zapisków w ich dziennikach, które muszą prowadzić i których muszą za wszelką cenę strzec. Nie trudno się domyślić, że takie ograniczenia wywołują nie tylko problemy w życiu codziennym, ale też mogą prowadzić do manipulacji wspomnieniami, a tym samym - osobowościami. Jak w tak niebezpiecznym świecie odnaleźć swoje ja?

To tylko góra lodowa problemu, który uderza nas od pierwszych stron powieści. Bo główne pytanie brzmi: jak znaleźć mordercę, gdy pamiętasz tylko to, co zdarzyło się wczoraj? O tak, o morderstwie tu rzecz. O zagmatwanych intrygach, nieoczekiwanych zwrotach akcji i winie wyrastającej nie tylko na zbrodni, ale przede wszystkim na emocjach, które tak trudno zachować w świecie pozbawionym pamięci. Splot losów bohaterów, tak bardzo poróżnionych na skutek przynależności do dwóch różnych klas społecznych (czy aby na pewno tylko dwóch...?), może okazać się dużo głębszy i dużo bardziej skomplikowany, niż każe nam oczekiwać taki zarys fabuły. Wczoraj to nie tylko doskonały thriller z wątkami kryminalnymi, ale przede wszystkim świetnej jakości dystopia.

Szczerze mówiąc, trochę mi szkoda, że rozwój powieści poszedł w kierunku klasycznego thrillera - i to aż z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że konieczność wyjaśnienia intrygi (i zaskakiwania do końca, do tego nas czołówka współczesnych autorów przecież przyzwyczaiła) wprowadziła do tekstu dość obszerny, przegadany fragment, który - choć potrzebny w takim zamyśle fabularnym - tylko ostudził atmosferę i zwolnił akcję przed wielkim finałem. Po drugie - bo gdyby historię rozbudować i nieco inaczej poprowadzić ją do finału (może nawet zupełnie innego?), można by wyciągnąć z pomysłu fabularnego dużo więcej niż jedną powieść. Konkretniej rzecz biorąc - materiału wystarczyłoby na całą serię, którą z nieskrywaną przyjemnością przeczytałabym w rekordowym tempie. Jestem też całkiem przekonana, że dołączyłoby do mnie sporo fanów, których powieść z pewnością zyska bezpośrednio po swojej premierze.

Mimo to powieść w kształcie, który mu nadała autorka, również jest bardzo atrakcyjna dla czytelnika: ma to, co mieć powinien każdy dobry thriller, a sukces wzmacnia stworzenie świata przedstawionego według nowego szablonu. Mimo pewnych niedoskonałości i wciąż nieodżałowanych braków poszerzających obraz świata jako takiego (wielki plus za "wycinki prasowe" przeplatające rozdziały, które - na wzór Delirium - tłumaczą nam świat, w który wchodzimy) jestem przekonana, że Wczoraj to książka, którą trzeba przeczytać. Z tego prostego powodu, że tak dobrego thrillera przez chwilę już nie miałam w rękach - i pewnie przez kolejną mieć nie będę. Miłej lektury! 

W. Bruce Cameron: Był sobie pies

Jest mały, gapciowaty, ale wcale nie taki najsłabszy z rodzeństwa. Lubi wykwintne zapachy domowych odpadów i chłód betonu w kanale. Chociaż jego mamie nie podobają się ludzie, jemu jawią się w kolorowych barwach. Poznajcie Baileya, optymistycznego czteronoga.

Kiedy pewnego dnia kilka sekund zawahania zmienia całe jego życie, jest jeszcze szczeniakiem. Wraz z rodzeństwem i mamą zostają wypatrzeni przez ludzi i zabrani do schroniska – a tam to jest istny raj! Mnóstwo piesków i suczek, wielkie michy karmy i przesympatyczna Pani Człowiek. Jest wszystko. Ale… Ale to dopiero początek przygód. Jak potoczą się losy małego wędrownika? Na kogo przeleje całą swoją miłość w każdym ze swoich psich żyć? Przekonajcie się sami! Od początku miesiąca Był sobie pies gości w księgarniach, a od dziś do kin wchodzi film pod tym samym tytułem. Wiem, nie sposób się oprzeć. Nawet nie próbujcie.

O książce mogłabym mówić długo. Wręcz chciałabym mówić długo, dobra książka zawsze zasługuje na dobrą recenzję. Ale cóż mogę stworzyć w obliczu opisu wydawcy: ciepła jak nagrzany brzuszek szczeniaczka? Pozostaje mi tylko potwierdzić – książka jest pełna ciepła i serdeczności, wręcz wylewa miód na serce czytelnika. Ale nie jest przesłodzona – jest po prostu miła, puchata i bardzo psia. I w dodatku dla każdego, bez względu na wiek i zainteresowania.

Bardzo psi jest też bohater, Bailey. Pełen psiej inteligencji, wierności i oddania. Miłości. Mogłabym jeszcze długo mnożyć zachwyty, ale może będzie rozsądniej, jeśli zostawię Wam tę przyjemność? No przecież wiem, że przeczytacie. Obok takiej książki nie przechodzi się obojętnie.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję grupie Business&Culture oraz Wydawnictwu Kobiecemu.

Colleen Hoover: Maybe Someday [przedpremierowo!]

Maybe Someday - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Życie pisze różne historie: całkiem prozaiczne i te wyjątkowe. Proste i skomplikowane, szczęśliwe i bez happy endu. Ale życie ma też poczucie humoru – czasami bardzo ironiczne: i tak oto proste relacje się komplikują, szczęśliwe chwile zaczynają się boleśnie kojarzyć. To, co uznawane jest za złe, tak naprawdę jest czymś dobrym, co zdarzyło się w nieodpowiednim miejscu i czasie… I tak też stało się z Sydney i Ridgem.

Zaczęło się prozaicznie: on na balkonie ćwiczył swoje kompozycje, ona, po drugiej stronie dziedzińca, podśpiewywała wymyślone przed siebie teksty granych piosenek. On nie miał natchnienia – jej to przychodziło ot tak sobie. I tak się poznali. Sploty pewnych wydarzeń spowodowały, że szybko się zaprzyjaźnili, a więź, która wytworzyła się między nimi była czymś zdecydowanie większym niż przyjaźń. Nie jest to jednak historia, w której tak po prostu dwoje ludzi może być szczęśliwych bez pozostawiania za sobą żadnych ofiar.

Colleen Hoover w Maybe Someday podjęła bardzo trudny temat. Zdrada, bo wokół niej kręci się cała opowieść, jest tutaj oddana bardzo życiowo: jest rysą na szkle nieskazitelnego charakteru, ale też staje się czymś wątpliwym i niejednoznacznym. Autorka w błyskotliwy sposób odrysowuje prawdę starą jak świat: nic nie jest całkiem czarne ani całkiem białe. Przywiązując nas do bohaterów, łamie nam serca – pokazuje, że ktoś, w kogo wierzymy i kogo kochamy, może popełnić błąd; przy okazji Hoover gra też nam na nosie, przebiegle wplatając w fabułę niewygodne pytanie: czemu kogoś postrzeganego negatywnie potępiamy za ten sam czyn, z powodu którego staramy się usprawiedliwiać dobrego człowieka?

Bardzo odważnie odrysowana jest tutaj rzeczywistość: codzienność to nie tylko proza życia i działania o określonej wartości: dobre/złe. To też walka z samym sobą, zwłaszcza jeśli znienacka pojawia się ktoś, kto w jednej chwili potrafi przemeblować poukładane na pozór życie. Tutaj radość przeplata się z cierpieniem, moralność z pożądaniem. Zdrada psychiczna boli tutaj tak, jak zdrada fizyczna (a może nawet bardziej...?), a granice się zacierają. Co można usprawiedliwić dobrymi intencjami? Co można wybaczyć w imię szczerości i wyższych ideałów?

Cała książka wprost emanuje ciepłym, przytulnym klimatem – czytelnik bez wahania zanurza się w kolejne strony i przepada bez reszty, na dobre zadomawiając się wśród bohaterów. Choć niejednokrotnie jest to słodko-gorzka historia, czujemy się w niej świetnie: fabuła wręcz płynie do przodu, czujemy się jak uczestnicy wydarzeń i ani nam w głowie opuszczać ten świat. Miłe uczucia dopełniane są muzyką przygotowaną na potrzeby książki: Griffin Peterson stworzył osiem klimatycznych kompozycji, które odpowiadają piosenkom tworzonym w powieści przez Ridge’a i Sydney. I chociaż teksty nie zawsze do mnie przemawiały, tak muzyka jest naprawdę dobra – a razem tworzą bardzo przyjemną dla ucha mieszankę.

Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was wszystkich do lektury Maybe Someday – to taki wycinek życia zwykłego człowieka, któremu nadano odpowiednią perspektywę i udowodniono, że może być magiczne wskutek tego, co możemy poczuć do drugiej osoby. Może nie jest to powieść idealna, ale z pewnością jest bardzo dobra – i niezwykle przyjemna w odbiorze. Oprócz tego, że funduje czytelnikom cały wachlarz emocji, daje coś jeszcze: sprawia, że chcemy jeszcze intensywniej odczuwać własne życie. I za tę inspirującą dawkę optymizmu, mimo wielu smutnych chwil w życiu bohaterów, szczególnie dziękuję autorce.


_________
za przedpremierowy egzemplarz dziękuję


Gayle Forman: Wróć, jeśli pamiętasz [+wideorecenzja!]

Wróć, jeśli pamiętasz [Gayle Forman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Historia Mii i Adama, bohaterów Zostań, jeśli kochasz, nie ogranicza się do wątku pary, która w skutek strasznego wypadku zostaje rozdzielona: Mia walczy w szpitalu o życie, a Adam, dowiedziawszy się o nieszczęściu, stara się nie rozsypać na milion kawałków na szpitalnym korytarzu. To nie tylko tragedia i jej wszystkie odcienie. To coś znacznie więcej.

Wróć, jeśli pamiętasz, czyli kontynuacja Zostań, jeśli kochasz to esencja tego, czym jest związek Mii i Adama – wspólnie spędzany czas, to, co ich łączy i to, co ich dzieli. To, co stanowią jako para i to, kim są bez siebie. Drugi tom opowieści o ich losach to porywający obraz uczucia oraz tego, jak odmiennie każde z nich na nie patrzy. Tak, taka dwojaka perspektywa to doskonały powiew świeżości zarówno dla opowiedzianej historii, jak i dla każdego związku, jaki kiedykolwiek tworzyliśmy. To przypomnienie, że każda rzecz i każdy stan nie są tylko tym, co my widzimy i że to jest najciekawsze we wzajemnych relacjach.

Matt McGinn: Coldplay. Życie w trasie

Coldplay Życie w trasie [Matt McGinn]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Zespół muzyczny to nie tylko jego członkowie, instrumenty i chwytliwy repertuar. To nie samo pięcie się po szczeblach kariery ani robienie show na największych arenach świata. Natomiast z całą pewnością można powiedzieć, że zespół to więź między muzykami i fanami, atmosfera i nić porozumienia. No i jest coś jeszcze. Dobry roadie nigdy nie zawadzi, a wręcz staje się człowiekiem na wagę złota!

Wyjść należy od obalenia podświadomego wniosku, że publikacja Coldplay. Życie w trasie jest biografią zespołu. Choć czytelnik niewątpliwie odnajdzie w niej informacje o Coldplay, o których wcześniej nie słyszał, sednem tej książki wydaje mi się być jej autor, Matt McGinn, który jest roadie rzeczonego zespołu. Jednak pisanie dalej o Życiu w trasie byłoby niewłaściwe bez uprzedniego wyjaśnienia tego tajemniczego terminu.

Choć w Ameryce zapewne jest on w powszechnym użyciu i nie dziwi nikogo, w Polsce wciąż pozostaje znakiem zapytania – o czym najlepiej świadczy nieprzetłumaczalność tego słowa. Otóż roadie jest sprzętowym – człowiekiem od całej masy kabli, strojenia instrumentów i wykonywania całej tej pracy, bez której koncert nie miałby szans się odbyć (a przynajmniej nie w warunkach bezpiecznych dla naszej percepcji słuchowej!). I choć z punktu widzenia fanów jest to zwykły, szary człowiek, który mozolnie wykonuje powierzone mu zadania i opóźnia całą imprezę, w gruncie rzeczy wkłada on całą energię i umiejętności w to, żeby jego zespół wypadł jak najlepiej. O tym jednak za chwilę, na razie poświęćmy uwagę życiu pana Matta.

Michelle Cohen Corasanti: Drzewo migdałowe

Drzewo migdałowe [Michelle Cohen Corasanti]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Masowe przesiedlenia, akty przemocy i posyłanie na pewną śmierć cywili to codzienność w dwudziestowiecznej Palestynie. Agresję Izraela, rozprzestrzeniającą się na ziemiach palestyńskich, obserwuje chłopiec – Ahmad, któremu szybko przyjdzie poznać gorycz wojny i zgubną siłę nienawiści, ale też wagę szacunku i miłości ponad podziałami. Jego historia opowiedziana w Drzewie migdałowym to barwny obraz zachodniej Azji oraz fascynująca panorama historii Palestyny bez tabu.

Ahmad Hamid szybko przekonuje się, że życie nie jest zabawą – zaledwie w wieku kilkunastu lat jest zmuszony oglądać śmierć maleńkiej siostrzyczki, żyć ze świadomością, że jego ojciec został aresztowany z jego powodu, a wreszcie – pomóc przetrwać wielodzietnej rodzinie, którą eksmitowano. Kiedy zabrano ojca, a tym samym odcięto jego bliskich od funduszy i dachu nad głową, Ahmad staje się głową rodziny. Mimo że jest to o wiele za wcześnie dla chłopca w jego wieku, rzuca szkołę, podejmuje pracę fizyczną i odkłada każdy grosz, nieprzerwanie walcząc z piętrzącymi się przeciwnościami losu. I choć jego wielka fascynacja naukami ścisłymi rozjaśnia mrok, a z czasem staje się furtką do lepszego życia, nie przeradza się ona w szybki happy end.

S.J.Watson: Zanim zasnę [+ wrażenia po obejrzeniu ekranizacji]

Zanim zasnę [S.J. Watson]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Co bym zrobił(a), gdyby moje zebrane wspomnienia i doświadczenia miały zniknąć wraz z nadejściem snu? – zapewne żaden człowiek nie stawia sobie takich pytań tuż przed uśnięciem. Niestety Christine, główna bohaterka Zanim zasnę, musi dzień w dzień mierzyć się z tym problemem. Daleki od fikcji S.J.Watson bazuje na kilku rzadkich przypadkach klinicznych, aby snuć opowieść o problemie amnezji, ale też miłości, zaufaniu i całkowitym zdaniu na drugą osobę.

Na szczęście, daleki jest także od popularyzowania problemu samego w sobie, snucia refleksji i badania tego zjawiska. Nic z tych rzeczy – autor przenosi nas w świat swojej powieści, która już od pierwszych stron nabiera charakteru thrillera psychologicznego i pozostaje nim do samego końca opowieści. Główną bohaterkę poznajemy o poranku, tuż po przebudzeniu, gdy zdezorientowana uświadamia sobie, że prawdopodobnie po imprezie przespała się z mężczyzną – nie tylko w średnim wieku, ale na dodatek żonatym. Szybko jednak okazuje się, że byłby to jeden z lepszych scenariuszów; w zamian staje twarzą w twarz z tymże mężczyzną, który z uporem maniaka przekonuje ją, że są małżeństwem od wielu lat. W normalnych okolicznościach zapewne by go wyśmiała, ale… dlaczego w lustrze patrzy na nią twarz starsza o kilkanaście lat? Christine już nie jest kobietą, która ledwo co przekroczyła dwudziestkę. Co rano czuje wzbierającą w niej panikę, która z czasem ustępuje dziwnemu uczuciu, towarzyszącemu rytualnemu już oglądaniu albumu-przypominajki.

M.A. Trzeciak: Bliżej Dalej

Bliżej Dalej [M.A. Trzeciak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Śmierć ukochanego ojca Matyldy to moment, aby wrócić do porzuconej przeszłości i rodziny. Gdy jedna z przyrodnich sióstr kobiety przyjeżdża, aby zabrać Matyldę i jej córkę, Ofelię, na pogrzeb ojca, całe poukładane życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Wszystko, co następuje po pogrzebie ojca sprawia, że Matylda zmienia postrzeganie świata, a czytelnika porywa w doskonałą kompozycję złożoną z wartkiej opowieści i szczypty nierealności. Oto powieść, która ma szanse zmienić oblicze współczesnej prozy polskiej!

Pogrzeb ojca, spotkanie przyrodnich sióstr w domu Adaleny – żony zmarłego oraz starcie charakterów i losów kobiet po latach to tak naprawdę tylko początek – i to w realistycznej odsłonie. Jednak wraz z zakończeniem uroczystości pogrzebowych, wszystko obiera niespodziewany obrót. Gdy jedna z sióstr – Stella – znika z domu, Matylda i Rita postanawiają jej pomóc. Jednak zarówno wyprawie, jak i samemu planowi pomocy, daleko do rzeczywistości i racjonalności. Podróż śladami uprowadzonej Stelli to nie tylko pasmo intrygujących zdarzeń, które stopniowo uwalniają delikatną aurę realizmu magicznego, którym przesycona jest powieść. To przede wszystkim podróż w przeszłość kobiet, w ich wewnętrzne przeżycia, myśli, ale także pretekst do ujawnienia wewnętrznej siły, którą każda z sióstr ma w sobie. Ową siłą jest tajemnicza intuicja, której rozmiary doprawdy stają się monstrualne, a moc sprawcza – oszałamiająco skuteczna. Mimo to daleko powieści do fantastycznych historii o nadprzyrodzonych siłach – i za to wielkie dzięki i brawa, bo przecież tak subtelne niuanse łatwo sprowadzić na niewłaściwe tory! Na szczęście Bliżej Dalej okazuje się być doskonale wyważoną powieścią, w której każdy składnik jest przemyślany, wyważony i staranie dopasowany do reszty. Tu nie ma miejsca na pomyłkę, źle poprowadzoną narrację czy wykonanie rozmijające się z założeniem; jak na talerzu widać, że autorka wiedziała, co chce stworzyć i zrobiła to – z wielkim wyczuciem, nie szczędząc czytelnikowi swojego talentu.

Haruki Murakami: Na południe od granicy, na zachód od słońca

Na południe od granicy, na zachód od słońca [Haruki Murakami]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Tęsknota za miłością duchową, poszukiwanie własnej drogi i próba zdefiniowania szczęścia z japońskimi krajobrazami w tle to motyw przewodni „Na południe od granicy, na zachód od słońca” – powieści skomponowanej w sposób całkowicie niekonwencjonalny i wymykający się z wszelkich ram.
Lektura "Na południe od granicy, na zachód od słońca" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Murakamiego – pierwsze i bardzo pozytywne. Mimo to, po przeczytaniu opisu na odwrocie książki spodziewałam się, że losy bohatera będą kształtowały się nieco inaczej; nie chcę przez to powiedzieć, że książka na tym traci, jednak w moim odczuciu nabiera nieco innego wydźwięku. Czyż nie jest tak, że czytając słowa:
Hajime od lat pielęgnuje w sobie wspomnienie Shimamoto, pierwszej ukochanej z okresu dzieciństwa, i porównuje do niej każdą napotkaną dziewczynę. Kiedy już jako dorosły mężczyzna spełniony w życiu osobistym i zawodowym przypadkowo spotyka Shimamoto, okazuje się, że dawna fascynacja przetrwała. Hajime decyduje się porzucić swą rodzinę i wykorzystać szansę daną mu przez los.
przychodzi nam na myśl historia miłosna mężczyzny, który zagubił się w swoich uczuciach i po wielu latach wdaje się w romans z kobietą z przeszłości? Odrzućmy jednak schematy – oto podstawowe założenie, kiedy sięgamy po twórczość Murakamiego. Historia toczy się zupełnie inaczej, niż sugerowałyby pozory stwarzane poprzez ten opis; akcja skupia się nie tyle na czynach, co na duchowych przeżyciach, wspomnieniach i przemyśleniach. Sam autor daleki jest od uderzania w styl romansów; należałoby raczej powiedzieć, że jest to powieść obyczajowa z górnej półki, oparta na wartościach wewnętrznych i zaledwie okraszona ramami rzeczywistości i fizyczności. Całości dopełniają zaskakujące poglądy głównego bohatera i porywające opisy Japonii, które sprawiają, że chciałoby się do niej natychmiast wybrać.

Carlos Ruiz Zafón: Cień wiatru

Wszystko w Barcelonie ma swój cień

Magia dwudziestowiecznej Barcelony, idealnie odzwierciedlona w Cieniu wiatru, przeplata się w tejże powieści z losami bohaterów związanych ze sobą za sprawą książki pozostawionej na Cmentarzu Zapomnianych Książek. W jakich okolicznościach i przez kogo? To tylko jedno z wielu pytań, ciągnących czytelnika pomiędzy wersy kolejnych stronnic, od których nie sposób się oderwać.

Daniel Sempere, zauroczony powieścią tajemniczego Juliana Caraxa, postanawia ruszyć na poszukiwania śladów mistrzowskiego pisarza. Poszukiwaniom tym towarzyszą: przemiana z małego chłopca w mężczyznę, poznawanie ludzi wpływających na jego życie, przeżywanie miłości i zdobywanie przyjaźni. Natomiast Barcelona, w której toczy się akcja, jest nie tylko tłem, ale i jednym z ważniejszych bohaterów. Zafón stworzył idealną powieść krajobrazu miejskiego, bawiąc się słowami oraz tworząc niezwykle plastyczne opisy, działające na wyobraźnię. Całości dopełniają zdjęcia, które – w połączeniu z mistrzowską prozą – sprawiają, że czytelnik zakochuje się w Barcelonie, nawet bez uprzedniego poznania jej.